Poezja

Etiuda

Alek miał siedemnaście lat. Nie wierzył w boga, ale po drodze ze szkoły lubił tu przychodzić. Szczególnie w upalne popołudnia, gdy na ulicy był skwar, w kościele było chłodno. Mroczne i puste wnętrze rozjaśniał kolorowy blask sączący się przez wiekowe witraże. Stare dębowe ławki były twarde, jak w szkole, więc nie czuło się tak bardzo niewygody. Przychodził tu zresztą tylko na chwilę. Siadał zwykle na samym środku kościoła. Stąd było wszystko najlepiej widać i słychać. Odpoczywał trochę i szedł dalej.

- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne?

Alek spojrzał w górę. Obok ławki stał chudy, zgarbiony staruszek wskazując palcem na przestrzeń między Alkiem i bocznym oparciem ławki. Chłopak rozejrzał się dookoła. W kościele było zupełnie pusto. Przesunął się jednak robiąc trochę więcej miejsca, niż było potrzeba. Staruszek usiadł, oparł łokcie na kolanach i zgarbił się jeszcze bardziej. Alek wbił wzrok w plamę na spodniach i przestał myśleć. Gwar uliczny ledwo tu dochodził. Coś zaszurało od ołtarza. To kościelny wyszedł z zakrystii.

- Mam raka – powiedział cicho staruszek ni to do siebie, ni do chłopca.

Alek drgnął i spojrzał na przybysza. Staruszek siedział dalej nieruchomo wpatrzony w pękniętą płytę kamienną pod zakurzonymi butami. Alek podniósł się nieco i wsunął dłonie pod uda. Kościelny obszedł ołtarz, przyklęknął w nawie i wyszedł.

- Czas na mnie – odezwał się znów staruszek.

Alek poruszył się niespokojnie. Chciał koniecznie coś powiedzieć. Musiał się odezwać. Człowiek usiadł wszak obok niego, a to w jakiś dziwny sposób zobowiązywało go do zabrania głosu.

- Wszyscy mamy raka – odparł cicho – pana ujawnił się właśnie teraz.

Staruszek nie podnosił głowy. Cisza pachniała świecami.

- Ja mam raka kości – Alek przesuwał rękę po spodniach próbując bezwiednie wyszukać nierówności w tkaninie.

Staruszek wyprostował się wolno. Szare, wyblakłe, zmęczone oczy patrzyły bez wyrazu na Alka.

- Czas na mnie – starzec podniósł się ciężko i poczłapał wolno do wyjścia.

Obejrzał się jeszcze w drzwiach. W smudze kurzu drgającego w słonecznym blasku wyglądał jak duch. Postał tak chwilę i rozpłynął się w morzu światła zalewającego miasto za drzwiami. Alek został. Łza spadła z hukiem na posadzkę. Już czas?

Wróć do spisu tytułów