Poezja

Sen

Pamiętam Cię jak schodziłaś z góry
Za Tobą płynęło łagodne światło
I muzyka; jarzyłaś się szczęściem
Powietrze drżało łopotem skrzydeł ognistego ptaka
Leciał nad doliną smutku siejąc iskry wokoło
Poczułem Twój oddech; zagrały zmysły
Drżące ramiona splotły się kurczowo
Szukając oparcia w walącym się świecie
Pocałunek przyszedł jak ocalenie
Przeszył dreszczem do głębi
I obnażył bezwstydne namiętności
Z purpurowych warg zabłyszczały
Krople zmysłowego nektaru
Spijałem je łapczywie jakby miały
Za chwilę okazać się diabelską trucizną
Nie bałem się śmierci
Czułem smak wilgotnej skóry
Parującej zapachem dzikiej żądzy
Słuchałem szeptu płynącego wprost
Ze źródła wszelkiego szczęścia
Widziałem nad sobą otwarte szeroko
Brzemienne miłością rozpalone skrzydła rozkoszy
Zdało się, że umarłem
Że oddałem Ci nie tylko siebie
Ale i świat, który istniał zanim Cię spotkałem
Splecione ciała zastygły w uniesieniu
Bez tchu, bez przyszłości
Rozszalały się żywioły
Dzika fala ekstazy przetoczyła się
Przez ogłupiały z wrażenia świat
Zgasiła resztki tlącego się jeszcze gdzieniegdzie wstydu
Wzniosła do szczytu namiętności
I runęła z hukiem na stojące na straży ciszy
Marmurowe posągi
Rozbita w pianę odbiła się by wrócić zaraz
Tysiącem drżących ust szepczących przysięgi i zaklęcia
I zgasły skrzydła ognistego ptaka
Stopniały żądze
Błękit otulił dolinę smutku
Myśli rozlały się szeroko szukając ukojenia
W ciszy szemrzących fal
I tylko marmurowe giganty przetrwały
Na straży opoki wieczności

Wróć do spisu tytułów