Poezja

jesienny pan

siedział na mokrym krawężniku
zawieszony myślą między liściem
strąconym z drzewa
jesiennym deszczem
a mokrą kostką rynsztoku
najstarszego na świecie miasta

twarz mu błyszczała wilgotnym smutkiem
a liść ... był piękny i martwy
szarpany wiatrem bronił się przed
potokiem brudnej deszczówki
rwącej wartko wyślizganym brukiem
do morza wiecznej mądrości

szary bezsilny jesienny pan
z rozpaczą w szklistym wzroku
słał mu otuchę myśli
rozgrzanych wspomnieniem lata
ale liść był zbyt ciężki
bezlitosnym przeznaczeniem

woda w dole niosła tysiące takich jak on
liściastych istnień brzemiennych
mokrym ciężarem deszczowej jesieni
wkrótce i on bezwolnie
wplótł się w strumień łez i znikł
wchłonięty czeluścią ulicznego ścieku

jesienny pan długo jeszcze
siedział na mokrym krawężniku
z dusza przylgniętą do wizerunku
liścia odchodzącego w nicość
brudna woda pieściła mu stopy
twarz błyszczała wilgotnym smutkiem

Wróć do spisu tytułów