Poezja

tsunami

słońce zaczynało już złocić plażę
gdy pióropusz piachu
spod stóp nieostrożnego biegacza
przyprószył opaloną skórę
samotnej amatorki
porannego słońca
radosne okrzyki dwojga dzieci
wyciągających muszelki z wody
mieszały się z łagodnym szumem fal
obmywających stopy
zakochanej pary siedzącej jeszcze
na kamieniu pod palmą
ocean migotał
malachitową głębią
była siódma pięćdziesiąt osiem
gdy gdzieś w oddali na dnie
ziemia podniosła wodę
nagle
cicho
bez wahania
i opadła z westchnieniem
zaraz potem z wybrzeży
zniknęły zwierzęta
ludzie zostali
ślepi na głos ziemi zamarli
wsłuchani w narastający szum
nadciągającej fali
z oddali była piękna
zwieńczona białą grzywą
szła wolno rosnąc w oczach
gdy uderzyła
nie było już ucieczki
potem przyszła druga
i trzecia
i osiem ich było
jedna za drugą zmywały
systematycznie
dom po domu
krzyk po krzyku
życie po życiu
dziś ocean mami
malachitową głębią
skażoną łzami
matek bez dzieci
samotny biegacz
błąka się ciągle po plaży
i nikt nie łowi już ryb
karmionych ciałami
krewnych

Wróć do spisu tytułów