(22) Kryzys

 

3 września 2014 r.

Bolesław Łucki

(Pierwsza publikacja online 12 grudnia 2008 r.)

- Panie Julianie - jakiś mężczyzna zagadnął, gdy byłem tuż przy drzwiach. Z kluczem już w zamku, odwróciłem się w stronę nieznajomego głosu.

- Przepraszam, że zwracam się tak po imieniu, można?

Mężczyzna zrobił gest w kierunku drzwi zakładu. Otwarłem je szeroko przepuszczając klienta przed sobą. Wszedł, a ja zaraz za nim.

- Proszę usiąść - wskazałem w kierunku poczekalni - zaraz będę gotowy.

Mężczyzna zdjął długi, brązowy płaszcz, powiesił go na wieszaku i usiadł w fotelu. Zmieniłem obuwie, założyłem biały kitel i zapinając guziki zwróciłem się do klienta.

- Nie przypominam sobie pana twarzy, skąd pan mnie zna?

- Jest pan sławny w tym mieście - mężczyzna uśmiechnął się szeroko - przychodzą tu przecież wszyscy znani i nieznani.

- No, racja... zaraz powinien być Zenek, wie pan - spojrzałem pytająco - mój pomocnik, więc i kawa będzie za kilka minut, a w międzyczasie może... - zrobiłem zapraszający gest w stronę fotela przed lustrem.

Mężczyzna wstał, ale zaraz usiadł z powrotem.

- Właściwie to nie zależy mi na strzyżeniu. Ceny wszystkiego rosną - wie pan, kryzys - ile pan bierze za strzyżenie?

- Według obowiązującego w branży cennika. Ani mniej, ani więcej - wskazałem na oprawiony w starą, pozłacaną ramę cennik usług fryzjerskich. Mężczyzna znów wstał, podszedł do ściany, zdjął okulary i przetarł je szalikiem.

- Jutro kończy mi się bezrobocie - powiedział, zakładając okulary na nos. Podniósł głowę do góry i wpatrując się w cennik kontynuował półgłosem - szuje, krwiopijcy... dla nich tylko dolar się liczy... dla mnie zresztą też - dodał miarkując, że w końcu żyje w kraju, gdzie rządzi dolar. Domyślił się też chyba, że i dla mnie pieniądz jest wartością, która stanowi o poziomie życia, bo odwrócił się od ściany i zmierzając do wieszaka spytał: - kto nie potrzebuje pieniędzy?... ale nie stać mnie dziś na strzyżenie - i sięgnął po płaszcz.

- Zaraz, zaraz - zawołałem - niech pan się tak nie spieszy.

Drzwi skrzypnęły (trzeba znów wkropić olej w zawiasy) dzwonek zadźwięczał i Zenek wpadł do zakładu.

- Witam - rzucił od progu i spoglądając na gościa dodał - o, i ty do nas w końcu trafiłeś.

Mężczyzna odwiesił płaszcz z powrotem na wieszak, ale rękę jeszcze na kołnierzu trzymał.

- Ano tak... tylko wpadłem... ale już chciałem wychodzić - jąkał się, jakby nie wiedząc czy dobrze robił zostając - może powinien już iść. Zenek zauważył wahanie mężczyzny i zaproponował:

- Zostań jeszcze chwilę, zrobię kawę i pogadamy... dawno cię nie widziałem. Pan Julian nie będzie miał nic przeciwko temu, co? - spojrzał na mnie pytająco.

Machnąłem ręką. Ruchu dużego ostatnio nie było. Kryzys na rynku ekonomicznym i każdy chyba zajęty przygotowaniami do świąt.

- Siadaj - rzucił Zenek i zdjąwszy kurtkę, położył ją na fotelu w poczekalni, po czym zajął się ekspresem do kawy.

- Gdzie się podziewałeś? Nie widziałem cię już od miesięcy?

- Od dłuższego czasu szukam pracy. Nie słyszałeś o jakiej robocie? - mężczyzna gładził fałdy na spodniach - może pan, panie Julianie?

Nie wiedziałem, ale mój znajomy otwierał właśnie sklep w sąsiedztwie, więc możne potrzebował pracownika. Skrobnąłem numer na serwetce.

- Niech pan tu zadzwoni - powiedziałem wręczając mu papier - proszę powiedzieć, że to ode mnie.

- Dziękuję, co to za praca?

- Proszę zadzwonić i wszystkiego się pan dowie.

Zapach kawy zaczynał się rozchodzić po zakładzie. Jeszcze chwila i wszyscy trzej delektowaliśmy się napojem ze zmielonych ziaren kawowców, najpopularniejszych drzew i krzewów, z rodziny marzanowatych, na naszej planecie.

- A przez internet szukałeś? - zagadnął Zenek między jednym i drugiem łykiem.

- Pewnie, że tak. Wykorzystuje wszystkie środki, internet też, ale nie mam większych sukcesów. Znalazłem atrakcyjne oferty pracy, ale u... Arabów, ale tam mi się nie bardzo chce jechać... wiadomo. Kto by chciał być zakładnikiem...

- Szansa na to zawsze jest, jak się jest obywatelem Zachodu w kraju arabskim... takie teraz czasy - odrzekłem - ja też bym nie jechał. Zresztą mam zakład tutaj i chociaż ostatnio nie zawsze pełny klientów, to mi wystarczy.

Zenek pomagał mi w prowadzeniu zakładu od lat, płaciłem mu ile mogłem. Nigdy nie narzekał, więc chyba był zadowolony. Inaczej przecież, znalazłby sobie lepszą pracę.

Mężczyzna poprawił się w fotelu i sięgnął po filiżankę.

- A wracając do internetu - popił łyk kawy i odstawiając porcelanę na stolik kontynuował - szukając tzw. "classiffied" znalazłem wiele najróżniejszych witryn z ofertami pracy. Ich właściciele muszą zarabiać dziś niezłe pieniądze, udostępniając swoje strony pracodawcom poszukującym taniej siły roboczej. W czasach, gdy wzrasta bezrobocie, ludzi szukających pracy przybywa dość szybko. Niestety wśród rzetelnych ogłoszeń można znaleźć wielu naciągaczy oferujących duży zarobek nawet bez wychodzenia z domu. Moja żona dała się na to nabrać i do dziś nie może się doprosić pieniędzy wysłanych, żeby dostać pakiet informacyjny, który nigdy do nas nie doszedł.

Zenek pokiwał głową i wpadając mężczyźnie w słowo dodał - mnie zdarzyła się kiedyś podobna sytuacja. Kilka lat temu znalazłem dobrą, jak mi się wtedy wydawało, pracę przez internet i wylądowałem jak Zabłocki na mydle - spojrzał na mnie i z uśmiechem - ale teraz nie muszę się martwić.

- Z internetowymi ofertami pracy trzeba bardzo uważać - wtrąciłem - nie dalej jak wczoraj, czy przedwczoraj polska TVN podawała komunikaty ostrzegające przed przestępstwami w cyberprzestrzeni.

- To w Polsce też tak się dzieje? - mężczyzna nie był bardzo zdziwiony.

- Wszędzie ludzie zarabiają jak mogą i jak potrafią - Zenek zdawał się bronić właścicieli witryn, acz nie zabrzmiało to zbyt przekonywująco.

Mężczyzna popatrzył na Zenka i spytał z przekąsem:

- Ciekawe co byś powiedział jakby twoja córka, zwabiona obietnicą dużych zarobków, odpowiedziała na ogłoszenie pracy polegającej na rozbieraniu się przed tzw. "web cam", czy uczestniczeniu w seks video chats? Co byś pomyślał o właścicielu witryny, w której ukazują się takie oferty pracy?

- Nie mam córki - żachnął się Zenek - ale jakbym miał, to chyba wybiłbym mu zęby - uśmiechnął się szeroko, ale mężczyźnie wcale nie było do śmiechu. On szukał pracy i trafiając na takie ogłoszenia szlag go trafiał, że są ludzie, którym zbyt mikre poczucie moralności i etyki pozwala na takim procederze robić pieniądze.

W dalszym ciągu rozmowy dał temu dobitny wyraz okraszając swoje wypowiedzi epitetami, których nie mogę tu (i nie chcę) przytaczać. A już zdenerwował się nie na żarty, gdy mówił o tym, jak tacy ludzie, próbując się sami przed sobą wybielić, przekazują spore sumy pieniędzy na cele charytatywne, a potrzebujący, nieświadomi, biorą... ba, są nawet tacy, co świadomie czy nieświadomie sponsorują takich "biznesmenów".

- Nie denerwuj się stary - Zenek próbował uspokoić kolegę - takich nie ma dużo. Trzeba tylko nauczyć się ich rozpoznawać i po prostu omijać. Oni zawsze byli i zawsze będą.

Mężczyzna dopił kawę.

- Będę już szedł... zadzwonię pod ten numer - zwrócił się do mnie, zakładając płaszcz - mam nadzieję, że to się uda, bo długo tak nie pociągnę.

- Proszę próbować, a i wpadać też proszę częściej.

Mężczyzna uśmiechnął się, postawił kołnierz płaszcza na sztorc i wyszedł.

Dzwonek u drzwi dźwięczał jeszcze przez chwilę i zapadła cisza.

Komentarze | Dodaj

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.