(17) Świetlana przyszłość

 

2 września 2014 r.

Bolesław Łucki

(Postawy 61, 18 maja 2006 r.)

Mam ostatnio fatalny nastrój i nie wiem, czy to wynik synchronizacji z naturą wychodzącą opornie z okresu zimy, czy po prostu zwykła, trywialna starość. Zakład prosperuje nieźle. Klientów ciągle przybywa - biznes rozwija się wprost proporcjonalnie do wieczornego bólu w krzyżach. Strzyże się coraz więcej ludzi! Nic dziwnego. Gospodarka prosperuje, dolar kanadyjski osiągnął już wartość dziewięćdziesięciu amerykańskich centów! Nie można jednak tego sukcesu przypisywać wyłącznie dobrze prosperującej gospodarce kanadyjskiej - raczej słabnącej sile nabywczej dolara USA. Wojna w Iraku odciska i tam swoje niechlubne piętno, ale ludzie czują się pewnie i rozmawiają otwarcie. W zakładzie czasem szumi jak w ulu.

Dziś ludzie dyskutowali na temat sytuacji na świecie. Atmosfera była na ogół spokojna, ale czasem ktoś zaczynał wątek, który poruszał innych klientów czekających w poczekalni na swoja kolej i zaczynała się dyskusja.

- Ja tam jestem przeciwko wojnie - stwierdził młody człowiek, pewnie student - w Afganistanie znów zginęli kanadyjscy żołnierze, a oni tam przecież wcale nie walczą. Dają się zabijać - w imię czego?

- Pokojowa misja też niesie za sobą ryzyko ponoszenia ofiar - odparł mężczyzna wyglądający na intelektualistę. Miał rogowe okulary i ciemny zarost okalający okrągłą, niemłodą już twarz.

- To przecież wiadomo. Wszędzie można zginąć, ale tam przecież zabijają naszych żołnierzy bombami i minami podkładanymi tak, żeby właśnie oni ginęli - odparł student.

- Tak to bywa, jak jeden kraj wtyka nos w sprawy drugiego - stwierdził filozoficznie sąsiad intelektualisty ubrany w ciepłą kufajkę nie pierwszej młodości. Nie było wcale zimno, ale tu nie wszystkim zależy na schludnym wyglądzie. Wielu woli raczej czuć się swobodnie i nieskrępowanie, zostawiając sztywność i elegancję dla „wyższych sfer”.

- No wie pan... z tym wtrącaniem się... - podjął wątek intelektualista, poprawiając okulary na nosie - dzisiejszy świat funkcjonuje jako całość. Powiązania gospodarcze między krajami są bardzo mocne i jak coś się zawali w systemie gospodarczym, to i zmienia się zaraz krajobraz polityczny. Już taki proces może być burzliwy, a jak do tego dodać jeszcze różnice światopoglądowe wynikające z przynależności stron do opozycyjnych grup wyznaniowych, to konflikt gotowy.

W poczekalni zapadła cisza. Widać było, że wypowiedź inteligenta dała ludziom do myślenia.

- Obojętnie z jakiego powodu ludzie giną - jak przywożą żołnierza do kraju w trumnie, to trzeba o tym ludzi informować. Nie tylko dlatego, że zginął, ale i dlatego, że będąc reprezentantem Kanady, oddał życie za sprawy ważne dla całego narodu.

Inteligent raźno pokiwał głową i zgodził się z przedmówcą.

- Myślę, że to jest rezultatem ściślejszych związków naszego obecnego, konserwatywnego rządu z administracją Busha - dodał - tam też nie pokazują trumien wracających z Iraku, ale w Stanach to się wydaje jakby bardziej uzasadnione. Ich ginie znacznie więcej i uświadamianie ludziom ilości amerykańskich żołnierzy wracających w trumnach mogłoby wzmóc aktywność zwolenników zakończenia wojny, a do tego Bush nie jest gotowy.

- Dziś w dzienniku pokazywali amerykańską działaczkę, której syn zginął w Iraku - wtrącił młody człowiek, od którego się to zaczęło. - Jest w Kanadzie i apeluje do ludzi i rządu, żeby otworzyć granice Kanady dla dezerterów armii amerykańskiej. Mówili, że jest ich dość dużo i ponoć z czasem ma być więcej!

- Kanada zawsze była krajem azylantów - odparł inteligent - ale nasz nowy premier trzyma sztamę z Bushem, więc młodzi Amerykanie nie mają dużych szans na uniknięcie przymusowego oddelegowania do działań zbrojnych na drugiej półkuli. A jak się już tam jest, to szansa na nieochotnicze zejście z tego świata staje się bardzo realna.

- Ale przynajmniej protestować mogą - dorzuciła kufajka - i działać, i nawoływać. Nikt nikomu nie zabrania wygłaszania najbardziej kontrowersyjnych opinii. Z samego Busha też można sobie publicznie kpić. A w Polsce...?

- Kto może, ten może - odparł inteligent - ale fakt, że programy satyryczne portretujące prezydenta Stanów Zjednoczonych jako kretyna pierwszej wody istnieją i mają się bardzo dobrze. David Letterman, popularny telewizyjny satyryk amerykański, przoduje w dostarczaniu widzom materiału ukazującego w ironiczno-absurdalny sposób zatrważająco niski poziom intelektualny amerykańskiego lidera. Sam Bush zresztą też zakpił z siebie zapraszając swojego sobowtóra na obiad zorganizowany przez Biały Dom dla korespondentów prasowych.

- Ubaw po pachy - zaśmiał się młody człowiek - to było świetne pociągnięcie!

- Polakom też nie brakuje poczucia humoru. Z naszych bliźniaków nabija się duża część narodu, ale, ma pan rację - inteligent zwrócił się do kufajki - nie sadzę, żeby to miało takie odbicie w polskich środkach masowego przekazu, jakie ma krytyka Busha w mediach amerykańskich.

Facet w kufajce uśmiechnął się i odparł:

- A słyszał pan o najnowszym wydarzeniu w polskiej polityce? Toż to dopiero kabaret!

- Mówi pan o powołaniu Leppera na stanowisko wicepremiera? - zgadł bez trudu inteligent.

- Tak! - potwierdziła kufajka - czy to nie kpina? Toż ten człowiek już tyle namieszał w Polsce, a teraz jest w najwyższych władzach!

- No... - zawahał się inteligent - ja bym ostrożniej stawiał takie sądy. Fakt, że Lepper był kilkakrotnie karany sądownie i nawet siedział za swoje przewinienia, ale ten człowiek ma dość poważne poparcie w narodzie.

Młody człowiek prychnął, poruszył się niespokojnie i dorzucił szybko: - I jak to właściwie świadczy o narodzie? Jak o prezydencie?

- Istny kabaret - zachichotała kufajka - jak w Stanach.

- Przynajmniej w dziedzinie humoru jesteśmy równi Amerykanom - z uśmiechem podsumował rozmowę inteligent i zawołany na fryzjerski fotel, opuścił poczekalnię.

Jakie to życie jest poplątane. Najwyższe idee wiążą się z najpodlejszymi pociągnięciami, najszczytniejsze cele z najbrudniejszymi zbrodniami. Ludzkie tragedie wpisują się w losy narodów, groby flankują drogę do świetlanej przyszłości, a tej i tak nie widać. Nawet w najdalszej perspektywie. Ale to nic. Nie ma się co smucić. Mamy wszak... ponoć... przynajmniej dla wybranych... biblijny raj.

Komentarze | Dodaj

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.