(15) Wybory

 

2 września 2014 r.

Bolesław Łucki

(Postawy 56, 13 października 2005 r.)

Burza przyszła tak nagle, że nikt się jej nie spodziewał. Meteorolodzy co prawda ostrzegali przed opadami śniegu we wrześniu, gdy temperatura ciągle jeszcze była po stronie plusa, ale kto by wierzył meteorologom. Sierpień był przecież taki upalny! Jeszcze wczoraj było ciepło - dwadzieścia cztery stopnie, a dziś jest szaro i smutno. Śnieg przemieszany z deszczem padał całą noc. Na szczęście było na tyle ciepło, że biały puch znikał w kontakcie z nagrzaną ciepłem lata ziemią i było tylko mokro. Ruch więc w mieście nie zelżał. U mnie w zakładzie też, ale burza jakoś chyba udzieliła się moim klientom, bo w poczekalni było okresami bardzo burzliwie. Ktoś wspomniał nazwisko Tuska, kandydata na stanowisko prezydenta Rzeczypospolitej. Wyraził się o nim, o ile dobrze pamiętam, że jest najwłaściwszym pod względem intelektualnym i światopoglądowym człowiekiem, by stanąć na czele państwa leżącego w samym środku jednoczącej się Europy.

- Co pan gadasz! - odezwał się podniesionym głosem mężczyzna w szarej kurtce siedzący w fotelu pod oknem - przecież to sprzedawczyk, który zmienia poglądy jak rękawiczki! Niech nas Bóg broni przed takim prezydentem.

Zwolennik Donalda Tuska spojrzał zaskoczony w kierunku rozmówcy, wzdrygnął się i zamilkł.

- A kogo by pan widział na urzędzie prezydenckim? - spytał młody brunet siedzący z założonymi rękami przy ekspresie do kawy.

- Kaczyńskiego - odparł mężczyzna buńczucznie, prostując się w fotelu - ksiądz mówił o nim takie dobre rzeczy - dodał jeszcze, spoglądając w kierunku człowieka, który zaczął dyskusję.

- A myśli pan, że Kaczyński jest lepszy? - podjął rozmowę młody człowiek i dodał sarkastycznie:

- Przecież to farbowany lis. Z jednej strony obiecuje najwspanialsze osiągnięcia socjalizmu: podatek progresywny, nieodpłatne studia, bezpłatną służbę zdrowia, a z drugiej zaś wchodzi w jakieś cichociemne układy z Radiem Maryja, które nagle, ni z tego, ni z owego, zaczęło go popierać. Na dodatek ma jeszcze jakieś konszachty z półświatkiem. Nie słyszał pan o tym, że kazał wypuścić z więzienia w Sopocie bandytę, który wziął sprawiedliwość w swoje ręce; odszukał złodziei, którzy mu podpadli i z pomocą swoich kolesiów, ciężko ich pobił!!! Posadzili go za to, ale niedługo sobie posiedział.

- Nie słyszałem... zresztą, kto by tam słuchał takich bzdur - żachnął się mężczyzna w szarej kurtce - ksiądz mówi, że nawet Papież modli się za wygraną Kaczyńskiego.

- Papież wcale nie modli się za Kaczyńskiego! - nie wytrzymał sojusznik Tuska - Papież tylko ogólnie skomentował wybory w Polsce, mając nadzieję, że spełni się to, czego chce polski naród.

- No i się spełni. Polacy chcą Kaczyńskiego. On ukręci głowę wszystkim bandytom, gejom i zboczeńcom. Nareszcie będzie czapa dla morderców - odpaliła szara kurtka.

Mój klient pokręcił głową i spojrzał na mnie z ukosa. Odstawiłem na chwilę nożyczki od strzyżonej głowy i wyszeptałem:

- To nie pierwszy raz. Tu czasem dochodzi do takiej gorącej wymiany zdań.

Klient uśmiechnął się, a fan Tuska, jakby nie słuchając swojego rozmówcy, dodał:

- Kaczyński, próbując zdobyć poparcie wyznawców Kościoła, posłużył się w swojej kampanii chwytem krytykowanym przez samego biskupa Pieronka, który publicznie stwierdził, że nie ma nic paskudniejszego niż podpieranie się przez polityków autorytetem Kościoła.

Obserwowałem w lustrze rozmowę moich klientów i dziwiłem się, jak głęboko obchodzą ich sprawy dziejące się w końcu na drugiej półkuli.

- Ta kawa, to dla klientów? - spytał młody człowiek wskazując na ekspres.

Pokiwałem głową.

- Można? - spytał znów.

- Oczywiście - zgodziłem się.

Nalał sobie kubek gorącej kawy, wsypał torebkę cukru, zamieszał i zwracając się do szarej kurtki zagadnął:

- Geje to też ludzie.

- Wiem, że ludzie. Co to ja głupi jestem? - zdenerwował się mężczyzna w szarej kurtce - tylko nienormalni są i leczyć ich trzeba, a nie pozwalać się żenić. Kaczyński zrobi z nimi porządek.

Zwolennik Tuska znów nie wytrzymał.

- Szanowny panie - wycedził - liczący się kandydaci na prezydenta Polski są przeciwko legalizacji związków homoseksualnych. Jeśli zaś chodzi o możliwość wygrania wyborów, to Tusk ma tę przewagę nad Kaczyńskim, że popiera wolność słowa, wyznania i poglądów, no i nie obiecuje ewidentnych gruszek na wierzbie. Z pustego i Salomon nie naleje.

- Wolność wyznania? - zdziwiła się szara kurtka - przecież każdy Polak w Polsce może być katolikiem! Czy ktoś komuś zabrania chodzić do kościoła?
Zwolennik Tuska pokręcił z politowaniem głową. Młodzian siorbnął kawę z kubka i zapadła cisza. Facet w szarej kurtce rozglądał się po zakładzie, strzelając nerwowo palcami.

- Tak czy inaczej, do urn trzeba będzie pójść i wybrać kogoś, kto zadośćuczyni naszym życzeniom - odezwał się z boku blondyn w mocno wytartych dżinsach - a jak komuś się nie podoba Tusk czy Kaczyński, to na liście będzie miał jeszcze do wyboru dwunastu innych kandydatów.

Uśmiechnął się szelmowsko i dodał:

- Tylko żeby nie wybrał nieszczęśnika, któremu się zginęło w wypadku i którego nie usunięto z listy, bo już była w druku - zachichotał.

- Zresztą u nas i tak się nie da głosować - dodał jakby do siebie - za daleko do urn.

Dokończyłem strzyżenie. Klient zapłacił i wyszedł, a ja poprosiłem następnego delikwenta na fotel.

Wybory prezydenckie w Polsce są i u nas „gorącym” tematem. Nie mamy jednak zbyt dużego wpływu na to, co dzieje się w starym kraju. Z kanadyjskiej perspektywy wszak, paradoksalnym wydaje się, że partia, która postuluje zasady solidarności społecznej, model państwa opiekuńczego, obronę praw pracowniczych, oddzielenie religii od państwa, utworzenie państwa neutralnego światopoglądowo, jawność informacji zawartych w teczkach urzędów państwowych, wyznawanie zasad tolerancji światopoglądowej i równego statusu kobiet i mężczyzn oraz szacunku i akceptacji dla mniejszości, czyli wartości na których zbudowano współczesną demokratyczną Kanadę (uznawaną za jedno z najlepiej funkcjonujących państw na świecie) rządzoną na zmianę raz przez konserwatystów, raz przez liberałów, w Polsce jest na samym dole list rankingowych i nie ma żadnych szans na zdobycie poparcia wśród Polaków.

Ktoś powie, że to nic dziwnego. Ta demokracja dopiero się rodzi. Sama ilość partii politycznych pretendujących do sterowania polskim życiem publicznym świadczy o trudnościach, jakie mają Polacy w sformułowaniu celów, do których chcą dążyć jako naród.

Już starożytni myśliciele zauważyli, że w polityce chodzi o to, żeby obywatele byli syci, szczęśliwi i dowartościowani. I w końcu o to chyba chodzi, a czy rządzą liberałowie, czy konserwatyści... „who cares”. Wybory zawsze wygra ten, kto obieca ludziom, że będzie im się lepiej żyło.

A więc do urn obywatele!!!

Komentarze | Dodaj

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.