Słowa, słowa...

25 lipca 2017 r.

Bolesław Łucki

Cyt.: „[...] Patrzyłem na jego głowę i jego rękę. Jego głowa! Jego ręka! Ręka gotowa zabić w imię dzieciństwa. Przedłużeniem bzdury, przez niego rojonej, był skrwawiony bagnet… Dziwna istota - o głowie zamroczonej i błahej, o ręce groźnej. Nasunęła mi się myśl, niezbyt wyraźna i niedomyślana, którą jednak pragnę tutaj zanotować… To brzmiałoby mniej więcej tak: jego głowa jest wypełniona chimerami, więc godna politowania; ale jego ręka ma dar przetwarzania chimer w rzeczywistość, jest zdolna do stwarzania faktów. Nierzeczywistość zatem od strony głowy, rzeczywistość od strony ręki… i powaga od jednego końca…

Może i wdzięczny mu jestem, że mnie przywrócił dawnym niepokojom. Pewność siebie inteligenta, intelektualisty, artysty, która mi narasta z wiekiem. To kiepskie! Pamiętać, że ci, co nie piszą atramentem piszą krwią.”

Komentarze | Dodaj

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.