O polskiej polityce

7 października 2016 r.

Bolesław Łucki

Nawet media wspierające tzw. dobrą zmianę nie mają wiele dobrego do zakomunikowania społeczeństwu. Cokolwiek się czyta, czegokolwiek się słucha, nasze tematy polityczne zawsze nastrajają pesymistycznie. A przecież nie ma jakiegoś globalnego kryzysu na świecie, który by niweczył wysiłki kraju starającego się dołączyć do rodziny europejskich państw demokratycznych.

Postpeerelowskie 25 lat nie były idealne. W końcu budowanie państwowego kapitału, niezbędnego do osiągnięcia poziomu życia, porównywalnego z Zachodem, trwa wiele dziesiątków lat. Szczególnie w sytuacji, gdy cały system prawny musi być zbudowany praktycznie od nowa. Nic dziwnego więc, że tysiące Polaków opuściło kraj. Jeżeli można lepiej żyć od zaraz, to dlaczego nie.

Emigracja ma jednak swoje wymagania. Znajomość języka kraju osiedlenia jest jedną z najważniejszych umiejętności emigranta, chociaż nawet i ona nie musi być obecna. W wielu przypadkach wystarczy mieć znajomego, który wprowadzi delikwenta w środowisko i trochę przedsiębiorczości w rozwiązywaniu problemów. Tak więc najgorzej mają ci pierwsi, najodważniejsi, a później już leci rozpędem. Dużo wartościowych ludzi wyjechało. Kogo winić? Tych co zostają, czy tych którzy decydują się opuścić kraj?

Po zmianie systemu politycznego w Polsce Polacy, którzy zdecydowali się zostać, dali sobie możliwość bezpośredniego wpływu na stan swojego kraju, a tym samym na poziom swojego życia. I tu się zaczęły schody. Okazało się bowiem, że przysłowiowe „gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie” jest dotkliwie prawdziwe. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby różnice poglądów dotyczyły błahych spraw niemających wpływu na działanie państwa jako całości. Niestety różnice w poglądach na to, co jest dobre, a co złe sięgają samej góry. I znów, nie byłoby w tym nic złego. Wszak różnice zawsze były i zawsze będą obecne we wszystkich dziedzinach życia. W polityce też. Dlatego wynaleziono kompromis. Mądrzy ludzie stosują go, gdy nadrzędnym celem negocjowania swoich racji jest większe dobro. W naszym przypadku dobro Polski. Tego niestety nie ma. Dzielenie Polaków na zwalczające się nawzajem obozy trwa i jak dotychczas, końca tego nie widać. Wszystko wskazuje na to, że pokojowo nie da się rozwiązać różnic dzielących nasz kraj. Jak to wróży na przyszłość?

Mimo wielu nieprawidłowości w okresie po PRL, statystyki wskazywały na to, że rozwój Polski odbywał się we właściwym kierunku. Wybory w III RP wyłaniały kolejne ekipy rządzące, które prowadziły (może z jednym wyjątkiem) generalnie w dobrym kierunku - do zachodnich standardów. Niestety, kapitalizm, za którym tak tęsknili Polacy w PRL, ma to do siebie, że drastycznie dzieli społeczeństwo na bogatych i biednych. Szczególnie w początkowej fazie. Dopiero po latach, wysoko rozwinięte kraje demokratyczne, posiadające wystarczająco duży własny kapitał, mogą sobie pozwolić na wprowadzanie w miarę powszechnie obowiązujących programów socjalnych. Na to jednak potrzeba czasu i wieloletniego wysiłku kilku generacji.

Wydaje się, że dla Polaków, którzy zostali w ojczyźnie, czas oczekiwania na zachodni dobrobyt w kraju wydał się zbyt długi więc postanowili zmienić ekipę rządzącą na nową. Wybory były okazją do takiej zmiany. Starczyło tylko zagłosować na tych, którzy obiecają społeczeństwu to, na co ono czeka i sprawa załatwiona.

Ogólny dobrobyt w państwie kapitalistycznym w początkowej fazie rozwoju jest mało realny. W państwowej kasie może być głównie to, co podatnik (czyli wyborca) do niej włoży, ale dla przeciętnego zjadacza chleba taki argument ma drugorzędne znaczenie. Wychodzi polskie „jakoś to będzie”.

W Polsce jest i długo jeszcze będzie, pod wieloma względami, gorzej niż za zachodnią granicą i emigracja będzie rosła. Może kiedyś, gdy Polacy przestaną się dzielić na bezpardonowo zwalczające się nawzajem plemiona, będzie szansa na osiągniecie kompromisu, niezbędnego do, w miarę bezkonfliktowego, rozwoju kraju. Każde państwo tego potrzebuje. Polska też.

PS. W obliczu społecznego zamętu, spowodowanego działaniami polskich polityków, powodującego wzrost niepokojów w kraju i systematyczny spadek znaczenia Polski na arenie międzynarodowej, prezydent RP stwierdza, że „dzieło naprawy polskiego państwa jest kontynuowane”. Dokąd nas prowadzi taka „naprawa”?

Komentarze (2) | Dodaj

Kazimierz:

27 października 2016 r.

Nadrzednym celem jest dobro wlasne a nie jakies tam wspolne. Warto o tym pamietac gdy sie negocjuje. Oczywiscie nie samym chlebem czlowiek zyje wiec oprocz dobra materialnego jest jeszcze dobro psychiczne. I to dobro psychiczne jest czesto wazniejsze od dobra materialnego panie muzyku.

Bolesław Łucki:

28 października 2016 r.

W kwestii opisanej w rzeczonym akapicie, przymiotnik "mądrzy" był użyty przeze mnie nieprzypadkowo.

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.