"Ziemia, ojczyzna ludzi"

25 grudnia 2011 r.

Bolesław Łucki


Bodaj w dziesiątym roku XXI wieku na Ziemi było głośno o odkryciu planety podobnej do naszego globu. Radość była wielka! Ludzie cieszyli się, że w razie końca świata, który miał nastąpić dwa lata później, będą mieli gdzie emigrować. Odległość nie wydawała się wielka - tylko około 20 lat świetlnych.

Szczegółowe badania planety potwierdziły początkowe odkrycia. Była tam i woda i atmosfera zawierająca tlen.

Nie zwlekając więc (bo przecież koniec był bliski) zaczęto czynić przygotowania do lotu. Rząd włożył ogromne pieniądze w przygotowanie planu i realizację przemieszczenia studwudziestoosobowej grupy wybrańców do nowej ojczyzny. Oczywiście wybrano najlepsze egzemplarze gatunku według jedynie słusznego klucza. Praca trwała ponoć dzień i noc - trzeba było zdążyć opuścić nasz system planetarny przed 2012 rokiem. Jak twierdzą historycy, udało im się wystartować tuż przed sylwestrem 2011 roku.

Dziś ich praprawnuki przysyłają nam świąteczne życzenia na okoliczność naszego nowego 3007 roku.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego i nigdy bym o tym nie pisał gdyby nie to, że w ostatnich miesiącach, kiedy w końcu zaczęliśmy dostawać obszerniejsze informacje od potomków tamtych emigrantów, nasza wiedza o odkryciach XXI wieku zaczęła się gwałtownie powiększać.

Okazało się, że tamta planeta rzeczywiście nadawała się do zamieszkania i... była zamieszkana. Co więcej, jej mieszkańcy do złudzenia przypominają Ziemian, a ich planeta Ziemię. Wszystko jest tam takie samo jak u nas. Są kobiety i mężczyźni. Są miasta i wsie. Są drogi i pola uprawne. Są zakłady pracy, teatry i kina. Wszystko tak, jak u nas.

Depesze jednak mówią też o czymś, czego nie ma na Ziemi. Emigrantów wprawiał w nieustające zdumienie brak jakichkolwiek konfliktów między tubylcami.

Życie było dziwnie spokojne, a oni sami, nie mogąc się w żaden sposób zaadaptować do nowej rzeczywistości, zostali od samego początku odseparowani i żyli w odosobnieniu.

Przez lata próbowali wtopić się jakoś w środowisko. Bez powodzenia. Niosąc kaganek "wiedzy" i przesłanie "wiary" nie mieli na to żadnych szans. Ich światopogląd nikogo nie interesował. Dopiero następne pokolenia, powoli poznając tajniki życia na nowej planecie, wolno przenikały do lokalnych społeczności, ale nigdy nie udawało im się zdobyć znaczących pozycji.

Życie emigrantów było niezwykle interesujące. Z depesz wynika, że Ziemianie przeszli w ciągu tych kilkuset lat najrozmaitsze perypetie usiłując dostosować się do nowych warunków życia.

Wiele mógłbym pisać na ten temat, ale zostawię to raczej historykom. Napiszę tylko o najistotniejszej sprawie, która właściwie do dziś nie pozwala Ziemianom na zintegrowanie się z lokalną społecznością.

Otóż, jak się okazuje, podobieństwo Ziemian do ludzi zamieszkujących tamtą planetę jest tylko pozorne - zewnętrzne.

Ponoć tysiące lat temu, tamci ludzie byli dokładnie tacy sami jak Ziemianie. Ewolucyjnie jednak, na skutek wszechobecności konfliktu na każdym poziomie ich życia, natura obdarzyła ich podwójnym układem nerwowym.

Nie wdając się w naukowe szczegóły, powiem tylko że każdy z nich, niezależnie od płci, ma dwa oddzielnie działające, acz komunikujące się między sobą mózgowia.

My mamy dwie półkule mózgowe, z których co prawda każda ma określone zadania, ale funkcjonują one jako jedna całość. Oni zaś, mają dwa oddzielne mózgowia odpowiedzialne za te same funkcje.

Mózgowia, "rozmawiając" niejako ze sobą, ustalają co jest najkorzystniejsze dla organizmu i między sobą określają zadania w taki sposób, by wynik był pozytywny w każdym aspekcie życia (w mikro i makro skali) na planecie.

Ich natura poradziła sobie z wyeliminowaniem konfliktów i stworzyła jakby jeden planetarny organizm z milionów ludzi, dając każdemu z nich możliwość porozumienia się przede wszystkim z samym sobą.

W ten sposób każdy z nich ma zdolność pojmowania każdego problemu jednocześnie z dwóch punktów widzenia, dzięki czemu mają tak szeroki światopogląd, że właściwie niemożliwe jest tam tylko to, co szkodzi drugiemu.

U nas nie jest tak dobrze. Każdy z nas, Ziemian, by żyć w jako takim spokoju, musi się niestety ciągle porozumieć z sąsiadem. Nie zawsze to wychodzi więc trzeba nam okopać się na swoich pozycjach i czekać aż nasza natura też obdarzy nas wewnętrznym instrumentem pozwalającym na widzenie poza czubek swojego nosa, albo przyjąć punkt widzenia sąsiada. Bo przecież kompromis to u nas pojęcie nieznane.

Wesołych świąt i do siego 3007 roku!!!

Komentarze | Dodaj

Dodaj komentarz

Założenie konta jest wymagane, żeby wypowiadać się w tej witrynie. Zaloguj się, jeżeli masz już konto.