potrzeba wiary

26 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

wiara jest potrzebna temu
kto się uważa za grzesznika

Komentarze | Dodaj

ex nihilo nihil

25 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

jeżeli sens ma grać jakąś rolę
trzeba logiki nauczać w szkole

Komentarze | Dodaj

No i po wyborach

23 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

No i po wyborach.

Prawidłowa ocena wewnętrznej sytuacji Polski z Kanady jest nieco utrudniona albowiem źródłem informacji są internet i zasłyszane w "kuluarach" opinie. Na takiej podstawie można jednak też sformułować jakąś opinię. Moim zdaniem Polacy mają dokładnie to, na co pracują od 1990 r. Nic mniej, nic więcej.

Nie jestem ani sondażownią, ani wróżką, lecz sądząc po tym jak Polacy budują swoje państwo, przyszłość kraju wcale nie wygląda lepiej, niż dziś. Jest i będzie tak, jak ma być - po polsku.

Dopóki Polacy będą wybierali polityków, dla których "opozycja" znaczy bezpardonowa wojna z demokratycznie wybranymi władzami na wszystkich szczeblach, a "polityka" znaczy wymyślanie sposobów na legalne (albo nielegalne, ale trudne do udowodnienia) dołożenie tej demokratycznie wybranej elicie, dopóty kraj będzie pogrążony w chaosie.

Komentarze | Dodaj

Reminiscencja 004

19 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

Gdy dowódca kwatermistrzowskiej jednostki wojskowej, podpułkownik Pusiakowski, wszedł do biura niespodziewanie, wszyscy żołnierze i tak zerwali się z miejsc jak jeden mąż. Dziwiłem się jak wszyscy na raz mogli zauważyć wejście dowódcy, ale dalej robiłem swoje.

Mój bezpośredni przełożony, podporucznik Karczykowski, wyprężony na baczność, syknął do mnie przez zęby:

- Szeregowy podchorąży!!!

Spojrzałem na niego, później na dowódcę i domyśliłem się, że chyba muszę też wstać.

Wstałem więc, ale i tak dostałem wezwanie na „pogawędkę” z podpułkownikiem Pusiakowskim.

W gabinecie dowódcy dowiedziałem się, że nie potrafię się zachować.

- Jak do waszego domu przychodzi gość, to na przywitanie nie wstajecie? - spytał.

- Oczywiście, że wstaję - odparłem.

- Wstaję i witam gościa.

- To dlaczego nie wstaliście, gdy ja wszedłem do biura?

- Nie wstałem, bo sam czuję się tu gościem. Za kilka miesięcy mnie tu nie będzie.

Dowódca stwierdził, że wojska ze mnie nie będzie, ale na koniec tzw. służby dali mi i tak stopień podporucznika. Jak wszystkim absolwentom wyższych uczelni. Taki był plan i plan został wykonany.

Komentarze | Dodaj

Sen z wanny

16 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

Ujadanie zaprzęgowych psów zmieszane z narastającym świstem przybierającej na sile zadymki obudziło pasażera pędzących przez śnieżną pustynię sań.

- Gdzie gitara! - krzyknął rozglądając się po pakunkach leżących tuż przed nim.

- W podróż na biegun nie zabieramy instrumentów - odkrzyknął maszer.

Pasażer obruszył się, wygramolił z ciepłego legowiska, założył rakiety na buty, zgrabnie zeskoczył z sań i zniknął w śnieżnej zadymie.

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy...

9 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

    
Inauguracja sezonu w apartamentowcu Rosh Pina Congregation na Matheson.

Komentarze | Dodaj

Project: "Strad Violin"

1 listopada 2014 r.

Bolesław Łucki

    

    
Na skrzypcach grałem ponad czterdzieści lat temu. Nawet nieźle mi szło, ale instrument nie był zbyt dobry, no i w końcu jako nastolatek, miałem ważniejsze zajęcia, niż lekcje w ognisku muzycznym. Skrzypce ze zdjęć na górze kupiłem tu w Winnipegu wiele lat temu w sklepie z używanymi rzeczami. Mydło, widło i powidło. Francuska kopia Stradivariusa z... no właśnie. Nie wiem jak datować takie skrzypce, ale patrząc na futerał - okucia i jego fatalny stan, nie wyglądają na nowsze, niż z lat dwudziestych albo trzydziestych dwudziestego wieku. Instrument był w dość kiepskim stanie. W środku naklejka „Copie de Antonius Stradivarius Cremonensis Faciebat Anno 1721” i mnóstwo kurzu, dolna płyta pudła rezonansowego odklejona w rejonie siodełka, lakier uszkodzony w wielu miejscach i generalnie bardzo zabrudzony. Gryf nosił ślady bardzo intensywnego używania - wytarty do białego drewna (a więc nie heban). Struny z flaków. Podstawek „Bausch”. Podbródek „France”. Na przełomie XIX i XX wieku Ameryka sprowadzała tysiące takich instrumentów z Europy, ale z tego co wyczytałem, to głównie z Niemiec. Zdzichu Prochownik wymienił w smyczkach reszki starego włosia na nowe, porządne. Ja odkurzyłem wnętrze skrzypiec, skleiłem pudło rezonansowe, potraktowałem gryf hebanową bejcą, a lakier wyczyściłem austriackim olejkiem Petza. Wymieniłem strunnik i struny i… zagrałem. Skrzypce mają bardzo piękny ton. Głęboki i donośny. Wysoka jakość dźwięku została potwierdzona przez zawodową skrzypaczkę. Miło było posłuchać jak gra. Więcej pracy było z futerałem, ale trud się opłacił. Teraz tylko trzeba uszyć ocieplany pokrowiec na futerał. W końcu temperatura ma istotny wpływ na stan instrumentu. Materiały już mam. Te skrzypce nie potrzebują już więcej „przeżyć”.
PS
Niebieskie pudełko to własnej roboty nawilżacz powietrza w futerale.

Komentarze | Dodaj