refleksja 7398

30 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

otwartej księgi nie odstawia się na półkę

Komentarze | Dodaj

Where the Grass is Greener...

30 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

Where the Grass is Greener...

29 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

Where the Grass is Greener...

28 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

istota rzeczy

13 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

wartość jaką pospolite ma życie
jest niczym - zerem nie wiadomo po co
bezmyślnym błędem w porównaniu z mocą
bezmiernych sił stanowiących o bycie

Komentarze | Dodaj

życie to przemijanie

11 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

życie to przemijanie
płynnie niezatrzymywalne
nie można zapuścić korzeni w rzece
istnienie to zmienność
bez niej jesteśmy martwi

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy... z Mirkiem

10 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Znalazłem jeszcze dwa youtuby z występów w Sokole na lutowej imprezie nazwanej z angielska Irek i Sabina wedding social. Śpiewa Mirek Nawrocki.

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy... wideo

10 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Ciekawych naszego śpiewania może zadowoli poniższe nagranie zrobione przez Jolę Małek? Jak nie to... cóż ja na to poradzę...

Komentarze | Dodaj

Przyszłość rasy ludzkiej

10 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

"Mimo że nie ma podstaw do dzielenia naszego gatunku na rasy, ludzie niechętnie przyjmują to do wiadomości. Nasze przywiązanie do podziałów rasowych po części wynika z przywiązania do tradycji. Ważna jest też jednak wygoda. Przekonująco sformułował to David Hull pisząc, że „zwyczajnym” ludziom trudno jest opisywać jakąkolwiek zmienność gatunkową (a nasz gatunek liczy ponad 6 mld osobników) inaczej niż typologicznie, dlatego mamy tendencję do dzielenia jej na klasy. Jeżeli geny mają jakikolwiek wpływ na sposób naszego myślenia, to skłonność do posługiwania się stereotypami z pewnością do nich należy."

Zainteresowanym przyszłością rasy ludzkiej polecam świetny artykuł profesora paleoantropologii, doktora Katarzyny A. Kaszyckiej.

Komentarze | Dodaj

Wielokulturowe Dni Sokoła

9 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

W obliczu istnienia wielu kultur na świecie, polityka wielokulturowości jest jedyną, która może być w dzisiejszych czasach środkiem do utrzymania jako takiej harmonii między narodowościami. Innymi opcjami są albo fizyczne odgrodzenie się od sąsiadujących kultur, albo mniej lub bardziej gwałtowne połączenie się z jedną lub kilkoma z nich.

Okres dzielenia kultur państwowymi granicami administracyjnymi powoli mija. Wydaje się, że jeszcze dziesięć, dwadzieścia lat i te granice będą ledwo dostrzegalne. Ograniczone tereny nadające się do zamieszkania i stały przyrost ludności już dziś stawia kultury w pozycji konfrontacyjnej. Bez znalezienia wspólnej drogi na przyszłość, eksplozja wydaje się nieunikniona. Coraz więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę i tych dróg się szuka.

W międzyczasie jednak ludzie muszą jakoś żyć i, starając się zapewnić sobie w miarę jak najlepszy standard, organizują się w grupy jednojęzyczne albowiem tak właśnie można najwygodniej przetrwać stan przejściowy między kulturą ojczystą, a tą z kraju osiedlenia.

Rzadko kto jednak, w wielokulturowych państwach, używa nomenklatury z drugiej wojny światowej (getto) dla określenia takich skupisk. W dzisiejszych czasach nie ma to żadnego uzasadnienia i świadczy raczej o niezrozumieniu globalnych procesów rządzących światem, niż o zdolności autora do realnej oceny rzeczywistości.

Kanada jest państwem wielokulturowym. W wielu miastach istnieją skupiska chińskie, włoskie, niemieckie, itp. - nazywane są one umownie dzielnicami. Mieszkają tu ludzie, którzy z powodów kulturowych (głównie język) mają trudności w funkcjonowaniu w lokalnym środowisku. Jest to zupełnie naturalne zjawisko, które sprzyja niestety tworzeniu sytuacji konfliktowych albowiem zawsze znajda się tacy, co, działając czasem na granicy prawa, potrafią pozornie niewinne różnice zamieniać, w jakimś niewiadomym celu, na trudne do rozwiązania problemy. W końcu jednak ta integracja następuje i jest to, uważam, zjawisko pozytywne (a nie negatywne jak np. "wynarodawianie") albowiem z jakości już istniejących, buduje się nowa jakość.

Funkcjonowanie enklaw kulturowych w wielonarodowościowym świecie jest zjawiskiem przejściowym. Moim zdaniem, polityka wielokulturowości nie jest celem, a tylko środkiem do celu, którym jest kultura światowa złożona z elementów dominujących kultur. Smutnym bowiem i nie do uniknięcia faktem jest to, że mniej znaczące kultury i języki znikają połknięte przez te większe i prężniejsze. Taka jest kolej rzeczy.

Prędzej czy później więc, niezależnie od tego, czy, dzięki politykierstwu uprawianemu w imię najróżniejszych "ideałów" przejdziemy jeszcze przez takie czy inne "trudne czasy", dojdzie do tego, że Ziemia będzie funkcjonowała jako całość. Jeżeli przyrost naturalny i intelektualny rozwój Homo sapiens utrzyma się na obecnym poziomie, to te czasy nie są znów tak odległe.

W świetle powyższych rozważań chciałbym wyrazić uznanie i wdzięczność Polskiemu Towarzystwu Gimnastycznemu Sokół w Winnipegu za ich wysiłek w realizowaniu polityki wielokulturowości. Do zorganizowanych przez siebie polskich "Dni Sokoła", które się właśnie zakończyły, zaproszono inne grupy etniczne zamieszkujące naszą prowincję. Widzowie mieli okazję zapoznać się z kalejdoskopem kultur, w którym polska była jedynie cegiełką budującą obraz niejednorodnej jeszcze, ale już posiadającej własny smak, kultury kanadyjskiej. Brawo!

Komentarze | Dodaj

to śpiewamy...

8 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki

Dni Sokoła (plakat), 6 czerwca w Winnipeg Garden City Community Centre. Na zdjęciach od lewej: Adam Szawiński, Jane Bibik, Wala Wojtas, Piotr Bujalski (za bębnami) i ja. Foto: J. Małek

Komentarze (2) | Dodaj

to śpiewamy...

1 czerwca 2009 r.

Bolesław Łucki


Występ Kurantów na scenie teatru Deaf Centre Manitoba w Winnipegu.

Komentarze | Dodaj