rozterki... 1)

30 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

ku*wa jego mać
nie wiem... brać
... czy dać
________
1) rozterki zdezorientowanego filantropa z przestępczej rodziny schizofreników

Komentarze (1) | Dodaj

"sytuacja"

26 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

"sytuacja" jest jak but
wygodnie pasuje
tylko na jedną nogę

spróbuj go włożyć na drugą
a doświadczysz niewygody
wczucia się w czyjeś położenie

ale staraj się zrozumieć
z czasem prawy but
ułoży się nawet
na lewej nodze

Komentarze (1) | Dodaj

Euro 2008

23 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

"9.06.2008, Holandia-Włochy, 3-0, czyli wyśmienity mecz w doborowym towarzystwie T. Zimocha."

Jakby ktoś miał wątpliwości, to są słowa sprawozdawcy sportowego, które padły w czasie meczu.

"...bo jeśli gra Holandia, jeśli grają Włochy, to musi już być uczta i wierzę, że będą przystawki, będzie smaczne danie główne, a będzie także i pyszny deser, miejmy nadzieję, że najemy się, wręcz zaspokoimy apetyty. Piłkarskie pasy bezpieczeństwa, proszę państwa - poluzujmy. Ciepły wreszcie dzień w Szwajcarii, piękny wieczór. Stadion pomarańczowy, stadion niebieski, jak jakiś ogród pomarańczowy, jak niebo w słoneczny dzień przeradza kontr...eee...atak eee... włoski jest i Di Natale i z prawej strony Di Natala wpada na pole karne, di Natale, dośrodkowanie, nie zdążył Luca Toni... ależ..eee... piękne te eee... deeee.... kilkadziesiąt ..eeee ... sekund. Dwie minuty i czterdzieści sekund...eeeee... niespełna minęło, a już mieliśmy naprawdę kilka spięć... a Gattuzo nie trafia w piłkę, a trafia w nogę... ee... wijącego się teraz eee... z ...eee... bólu pomocnika drużyny Holandii... gwizdek eee... sędziego, nie ma upomnienia, nie ma eee... żółtej kartki, jest zaś e... zdenerwowanie... w ooooczach żony van der Vaarta, Sylvii - słynnej, pięknej e... modelki mmneee... która tutaj siedzi na trybunach eee... w takiej białej koszulce bez eee... rękawów, e... no gdyby miała koszulkę z dłuższymi rękawami, to wtedy dopiero męęęskie oczy by gdzieś ta...my... mne.. wyobraźnią myślały o zupełnie czymś innym, niż o... o meczu piłkarskim..."

Komentarze | Dodaj

dzieci miłości

20 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

dzieci miłości «organizmy z listy ginących gatunków; winny być pod ochroną i rozmnażać się wyłącznie między sobą, wtedy jest szansa, że nie wyginą; reszta świata nie potrzebuje miłości żeby zaludnić kontynenty»

Komentarze | Dodaj

Dygresja sarkastyczna

18 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Czy wyżej rozwinięta jest społeczność żyjąca w sztucznie stworzonym środowisku, czy w naturalnym? Odpowiedź nie jest taka prosta, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało.

Komentarze | Dodaj

Dzisiaj PAP donosi:

17 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

»Londyn (PAP) - Konserwatywny dziennik brytyjski "Daily Telegraph" napisał we wtorek na swych internetowych stronach o "polskim obozie koncentracyjnym na Majdanku", a bulwarowy "The Sun" w poniedziałkowym numerze posunął się jeszcze dalej, pisząc o "polskich komorach gazowych".

"Te określenia są jak powracająca fala. W odpowiedzi na protesty polskich organizacji jedne gazety zamieszczają sprostowania, po czym te same nonsensy pojawiają się w innych" - powiedział PAP Wiktor Moszczyński, rzecznik Zjednoczenia Polskiego, największej organizacji polonijnej w Wielkiej Brytanii.

"Tyle się na to zwracało uwagę przy okazji okrągłej rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Była nawet o tym debata w Parlamencie Europejskim, a w brytyjskich gazetach nadal ignorancja lub zła wola" - zauważył prezes Ogniska Polskiego Andrzej Morawicz. Dodał, że "nie można tej sprawy pozostawić bez odpowiedzi".

"Ambasada RP na pewno nie będzie bierna wobec takich prasowych wzmianek i wystosuje stosowną ripostę" - zapewnił PAP konsul generalny RP w Londynie Robert Rusiecki.

W "The Daily Telegraph" wzmianka ukazała się w artykule o mieszkającym w Klagenfurcie i kibicującym chorwackiej drużynie piłkarskiej, chorwackim zbrodniarzu wojennym Milivoju Asnerze, ściganym przez ośrodek Szymona Wiesenthala. W ostatnim akapicie gazeta napisała, że w Austrii mieszkała również Erna Wallisch, "która była kapo w polskim obozie koncentracyjnym na Majdanku" i na krótko przed śmiercią w wieku 86 lat w lutym tego roku miała się przyznać do wysyłania dzieci do komór gazowych.

Z kolei poniedziałkowy "The Sun" pisząc o ściganym przez ośrodek Wiesenthala podejrzanym o zbrodnie wojenne Iwanie Demjaniuku, nazywa go "strażnikiem, który wysyłał więźniów do polskich komór gazowych".

Demjaniuk, który z racji okrucieństwa zyskał sobie przydomek "Iwana Groźnego", służył w SS Speckomando zajmującym się wyłapywaniem i eksterminacją Żydów w Generalnej Guberni. Był strażnikiem w obozach koncentracyjnych w Majdanku, Treblince, Sobiborze i Flossenburgu. Wydany przez USA Izraelowi został wpierw skazany, a następnie uniewinniony przez sąd najwyższy Izraela, który miał wątpliwości, co do materiału dowodowego. Obecnie znów mieszka w USA. Ma 88 lat.

W ubiegłym miesiącu o "polskich obozach koncentracyjnych" pisały m. in. północnoirlandzki tygodnik "Tyrone Courier" oraz darmowa londyńska gazeta "London Lite".«

Jak długo jeszcze będziemy próbowali wyplenić ignorancję wysyłając listy protestacyjne? Inteligentny zrozumie od razu o co w proteście chodzi, a ignoranta nie przekona i tysiąc protestów. Takie nieustające próby zawracania kijem Wisły świadczą źle o nas, nie o nich. Jeżeli jest podstawa prawna do ścigania takich przestępstw(?) czy wykroczeń(?) to należałoby wystąpić na drogę sądową, a jak nie ma, to ... dajmy sobie w końcu z tym spokój. Z ignorantami się niczego nie osiągnie wysyłaniem listów, a takimi przepychankami można tylko doprowadzić do pogorszenia sytuacji. Bo chyba nikt nie liczy już na wyrozumiałość "tamtej" strony.

Komentarze (2) | Dodaj

Separatyzm a autonomia

17 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Olbrzymia większość politycznego i religijnego establishmentu wykazuje ciągoty do organizowania innym życia.

Przykładów narzucania innym swojego systemu poglądów, wierzeń, przekonań, itp. jest w historii bardzo dużo. Ba, czasem mam wrażenie, że jest to jeden z głównych składników tego, co się oficjalnie nazywa historią. Jedni chcą rządzić, drudzy nie chcą być rządzeni - gotowa recepta na konflikt.

W naturze każdej żywej istoty leży potrzeba bezpieczeństwa, a środkiem do tego celu jest unikanie konfliktu. Ucieczka jest jednym z najlepszych (jeżeli nie najlepszym) posunięć na uniknięcie niebezpieczeństwa konfliktu. W przypadku homo sapiens jest trochę inaczej - w konfrontacji między ludźmi, strony dają sobie trzy wyjścia: walczyć, poddać się bezwarunkowo albo osiągnąć kompromis.

Osiągnięcie kompromisu zawiera jednak element uznania argumentu przeciwnika. Jeżeli argument jest logicznie uzasadniony i do przyjęcia, to kompromis jest możliwy. Jeżeli jednak jedna ze stron dostarcza argumentacji niemożliwej do zaakceptowania przez drugą stronę, to konflikt się rozwija i teraz zaczyna decydować szeroko pojęta siła.

Historia uczy, że rezultat zastosowania rozwiązania siłowego jest zawsze krótkotrwały i prędzej, czy później układ zawarty w rezultacie zastosowania jakiejkolwiek przemocy, rozleci się bardziej lub mniej gwałtownie, a na dodatek jeszcze zepsuje stosunki między stronami na bardzo długie lata.

Wydawałoby się więc, iż jedynym logicznym sposobem na rozładowanie sytuacji konfliktowej byłoby osiągniecie kompromisu. Trzeba by więc dyskutować, uściślając definiowane problemy i szukać rozwiązań satysfakcjonujących obydwie strony.

W naukach politycznych, socjologii i filozofii istnieje pojęcie "autonomia". Jest to termin określający możliwość stanowienia norm samemu sobie. Wymyślili go starożytni Grecy, a ze zrozumieniem konceptu i wprowadzeniem go w życie są kłopoty do dziś. Wystarczy spojrzeć na mapę świata, by zobaczyć jak wiele ognisk zapalnych tworzy się w wyniku siłowych prób utrzymania administracyjnie narzuconych podziałów.

Kanada (Quebec) i Polska (Śląsk i Kaszuby) też nie są odporne na ruchy separatystyczne. Winne są tu stworzone przez ludzi systemy, które przez swój brak elastyczności, uniemożliwiają osiąganie kompromisów.

Głównym elementem problematycznej równowagi jest ciągle siła, czy to militarna, czy ekonomiczna, czy jakakolwiek inna. Nie rozwaga. Nie rozsądek, ale siła.

Autonomia winna być prawem, a nie przywilejem do nadania jej komuś przez kogoś. Jeżeli grupa ludzi chce kierować się własnymi prawami w obrębie swojej społeczności, to żadna inna grupa nie powinna mieć prawa, żeby do tego nie dopuścić. Nie można narzucać swoich praw na innych bez ich zgody. Jak dalekie to jest od rzeczywistości!

Parafrazując słynną wypowiedz Zofii Nałkowskiej "ludzie ludziom zgotowali ten los", można bez ryzyka popełnienia większego błędu stwierdzić, iż nasz los na tej planecie zależy od nas samych. To MY tworzymy nasz świat. MY wywołujemy wojny i zabijamy się nawzajem. MY budujemy systemy, które nas niszczą i tworzymy destrukcyjne dla środowiska technologie. MY indoktrynujemy nasze dzieci i kształtujemy ich przyszłość. MY wszczepiamy w nie często wątpliwe ideały naszych dziadków. MY żyjemy tak, jakby nie było jutra. Brniemy przez życie w kierunku wyznaczonym przez NAS. MY więc jesteśmy odpowiedzialni za jakość naszego życia w tym i w przyszłych pokoleniach. MY - ludzie.

Czas więc może na zauważenie czegoś więcej, niż MY i NASZE racje?

Komentarze | Dodaj

czy jak odejdę

16 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

czy jak odejdę to ktoś
będzie mnie pamiętał?
pamięć wypełnia się wspomnieniem
dotkniętego serca
a ja mam tylko myśl
co tnie ślepo przestrzeń przede mną
i czas z każdym dniem ciaśniejszy
poskręcany korzeń sykomory
wwierca się mozolnie w ziemie
do wody życia
on wie że jak jej nie sięgnie dziś
to jutra już nie będzie
dla niego - bo czas zaklęty
w sykomorowym sarkofagu przetrwa
i w biurku też
wygładzonym rękawami
kolejnych generacji poetów
będzie świadczył o istnieniu
dążenia do źródła
poezja ...
czy ktoś będzie pamiętał?

Komentarze (1) | Dodaj

Motywacja!!!

15 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

U podstaw każdego działania leży pełny żołądek. Prozaiczny to fakt i oczywisty, bo ludzie mają potrzeby niższego i wyższego rzędu.

Najpierw trzeba zaspokoić te pierwsze. Później przychodzą do głowy większe myśli typu "co by tu jeszcze można zrobić". Głodny niczego wielkiego nie wymyśli, chyba że przy okazji polowania na pieczeń, zbuduje jakąś genialną broń, która mu to ułatwi.

Mając zaspokojone podstawowe potrzeby, zastanawiamy się nad potrzebami wyższego rzędu. Wpadamy na jakiś pomysł - zróbmy może "to"! I zaczynają się pytania. Właściwie po co "to" robić? Dlaczego? W jakim celu? Z kim? Za ile? Co ja z tego będę miał? A co inni? Motywacja. Za każdym działaniem kryje się przyczyna, powód, dla którego działanie jest podejmowane. Ten właśnie powód może być czasem nie od razu dostrzegalny dla osób trzecich i działanie może wyglądać z zewnątrz dziwnie.

Wiele akcji przeprowadzanych przez środowiska polonijne, ma bardzo klarowną motywację. Z góry wiadomo po co się "to" robi, dla kogo, jakie z tego będą korzyści.

Obserwując scenę polonijną, widzę też czasem działania, które nie bardzo rozumiem i myślę, że nie jestem chyba jedynym, któremu umyka sens podejmowania "takich" wysiłków.

Wszelkim działaczom proponowałbym więc, żeby motywację swoich działań, szczególnie tych, które dotyczą szerszego grona, czynili klarowną publicznie. Myślę, iż wtedy będzie dużo łatwiej zachęcić do dyskusji, współpracy czy konkretnej realizacji zamierzenia. Ludzie lubią wiedzieć na co tracą czas.

Komentarze | Dodaj

Emigracja, czy powrót

13 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

W witrynie PAP Polonia dla Polonii pojawiła się informacja o artykule opublikowanym w "Naszym Głosie" i mówiącym o rozterkach młodych ludzi, którzy wchodzą w dorosłe życie.

Zostać w Polsce, czy emigrować? Wracać do Polski, czy budować swoje życie poza Polską? Oto pytania, które zadają sobie młodzi Polacy mieszkający w Polsce i za tzw. granicą.

Oblicza się, że od czasu wstąpienia Polski do UE, kraj opuściło 1,5 mln osób. Taka sytuacja pogłębia jeszcze problemy państwa, które próbuje dołączyć do najwyżej rozwiniętych europejskich państw. Problem jest na tyle poważny, że polski rynek pracy zaczyna się organizować w celu stworzenia warunków ekonomicznych sprzyjających powrotom, nie do końca jeszcze zdecydowanych na emigracyjne życie, Polaków do kraju. Zabiegi te mają silne poparcie polskiego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Zahamowanie i odwrócenie trendów emigracyjnych za pomocą oferty korzyści wyłącznie finansowych jest dość jednostronnym spojrzeniem na emigrację.

Decyzja wyjazdu z kraju, mimo posiadania, w większości, wyraźnego podłoża ekonomicznego, jest decyzją bardziej kompleksową i raz podjęta oraz wprowadzona w życie, jest niezwykle trudna do zmiany. Porównaniu bowiem podlegają nie tylko możliwości zarobkowania w Polsce i w kraju osiedlenia, ale i inne cechy starej i nowej "ojczyzny".

Polska administracja państwowa, rozważająca możliwości odwrócenia trendów emigracyjnych, winna więc dążyć do zaoferowania Polakowi nowoczesnego państwa, porównywalnego z krajem jego osiedlenia.

Ktoś powie, że to nie (a) państwo obywatelowi, ale (b) obywatel państwu powinien stwarzać możliwości rozkwitu.

Patrząc na problem polskiej emigracji pod kątem (b), sytuacja wygląda dość beznadziejnie. Wyjeżdżający obywatele bowiem, nie widząc dla siebie miejsca w państwie, wyraźnie dają mu do zrozumienia, iż mają "takie" państwo gdzieś.

Pozostaje więc opcja (a), w której to właśnie państwo (czyli konkretni Polacy na stanowiskach kierowniczych), środkami danymi mu do dyspozycji, musi stworzyć obywatelom warunki do podejmowania działań korzystnych dla państwa.

Porównując jednak Polskę do innych krajów Europy Zachodniej pod względem kultury politycznej, wolności i praw obywatelskich, wpływów Kościoła na życie obywateli, skuteczności policji, niezawisłości sądów, sprawności służby zdrowia, sytuacji mieszkaniowej, itp. itd. itp. itd.... Polska nie wypada najlepiej. Sądzę więc, pesymistycznie, iż bez istotnych zmian w działaniu państwa, sytuacja Polski w zakresie ciągot Polaków do lepszego życia (co w tym dziwnego?), będzie się tylko pogarszała.

Emigracja będzie zawsze najlepszym wskaźnikiem sytuacji w kraju.

PS. Podchodząc do emigracji nieco przewrotnie - jeżeli jest ona koniecznym złem, to nie lepiej stworzyć warunki zmuszające do emigracji tę nieużyteczną i nieprodukcyjną część narodu, a nie tę dynamiczną i twórczą?

Komentarze | Dodaj

Witryna w Bibiotece Narodowej

13 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Właśnie dostałem wiadomość, że strona internetowa, na której właśnie jesteś, będzie raz w miesiącu kopiowana do czytelni wydawnictw elektronicznych kanadyjskiej Biblioteki Narodowej w Ottawie (Library and Archives Canada).

Komentarze | Dodaj

"Polskie" obozy śmierci

12 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Dyskusja na temat "polskich" obozów śmierci trwa w komentarzach pod blogiem z 26 maja 2008 r.

Wypowiadają się językoznawcy Mirosław Bańko z poradni językowej Państwowego Wydawnictwa Naukowego oraz Marek Maziarz, pracownik Poradni Językowej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zapraszam do lektury oraz do wzięcia udziału.

Komentarze | Dodaj

Znów "polski"

11 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Przymiotnik odrzeczownikowy "polski" - kolejna anomalia językowa

Jeżeli w "polskiej" reprezentacyjnej drużynie piłkarskiej mogą występować wyłącznie zawodnicy posiadający obywatelstwo polskie, a obywatelstwo jest dość luźno związane z narodowością, to czy jest to reprezentacja narodowa? Czy którakolwiek drużyna piłkarska, biorąca udział w Euro 2008, jest czysta narodowościowo?

Spojrzenie na listę klubów, w których grają zawodnicy "polskiej" reprezentacji na codzień, też stawia pod znakiem zapytania, "polskość" naszej drużyny. Obok pięciu "polskich" klubów, lista obejmuje: Celtic Glasgow, Manchester United, Arsenal Londyn, FK Moskwa, Steaua Bukareszt, Austria Wiedeń, Anderlecht Bruksela, Olympiakos Pireus, VfL Wolfsburg, Borussia Dortmund, Szachtar Donieck, Racing Santander, AE Larisa i Southampton FC.

Jeżeli Brazylijczyk Roger Guerreiro może reprezentować Polskę w Euro 2008 jako "Polak", to oskarżenia i groźby (w wielu przypadkach bardzo niewybredne, pochodzące z najniższych i najwyższych(!) szczebli, bardzo szeroko nagłaśniane przez polskie media) padające z ust prawdziwych(?) Polaków pod adresem swoich rodaków grających w drużynie "niemieckiej", nie mają żadnego sensu i świadczą o jakimś, niezrozumiałym dla mnie, ograniczeniu. Dlaczego w Polsce panują warunki sprzyjające takiej kołtunerii?

Komentarze | Dodaj

Pomeczowe refleksje

8 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Łukasz Podolski urodził się w 1985 r. w Gliwicach. Trzy lata później emigrował z rodzicami do Niemiec, a 23 lata później, w mistrzostwach Europy w piłce nożnej "Euro 2008", strzelił polskiej drużynie dwa gole. Od lat trenuje i rozgrywa mecze piłkarskie w drużynie niemieckiej i jako jej integralny składnik, wykonuje swoją powinność najlepiej jak umie - jest wszak profesjonalistą i w narodowej reprezentacji jest tylko dlatego, że jest dobry.

W piłce nożnej stają naprzeciw siebie dwie jedenastoosobowe drużyny i grają przeciwko sobie jako zespoły. To, że Łukasz był wybrany na egzekutora dobrze przeprowadzonych akcji niemieckiego zespołu zasługuje na uznanie i gratulacje, choć mogło mu to nie sprawiać największej przyjemności. Gole padaly jako rezultat sprawnosci i skutecznosci calej druzyny niemieckiej. Jestem przekonany, że gdyby polscy piłkarze okazali się technicznie lepsi i by wygrali, to Łukasz schodziłby z boiska z wewnętrznym uśmiechem.

Reporterzy PAP piszą, że miał łzy w oczach po strzelonych przez siebie bramkach, ale jest w tym chyba trochę przesady - zdjęcia tego nie potwierdzają. Faktem jednak jest, że po skończonym meczu i po tradycyjnej wymianie koszulek, jako jedyny piłkarz niemieckiego zespołu, schodził z boiska w czerwonej koszulce polskiej reprezentacji piłkarskiej. Co się w nim wtedy musiało dziać, tylko on wie.

Życzę mu, żeby w dalszym ciągu strzelał, jak najwięcej, jak najcelniej i do jak największej ilości bramek, a jak czasem zdarzy się, że będzie to polska bramka... no cóż, lepszy zawsze wygra...

Komentarze | Dodaj

"Dni Sokoła"

8 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Czy świat byłby lepszy, jakby wszyscy byli równi? Gdyby, na przykład, talentem byli po równo obdarowani wszyscy? Jakbym chciał, żeby tak właśnie było, to bym został okrzyknięty przygłupem, albo nazwany jakim innym, niezbyt wyszukanym, ale z pewnością niepochlebnym epitetem, nieprawdaż?

Świat musi być różnorodny, bo inaczej nie byłoby świata. Nie ma chyba nikogo, kto by się z tym nie zgodził, więc tu nie ma żadnego problemu. Kłopoty się zaczynają w momencie, gdy definiuje się różnice i przypisuje je poszczególnym ludziom. Wszyscy bowiem chcą być kwalifikowani jako mądrzy, piękni, zdolni i kompetentni. Klasyfikacje jednak zawsze będą istniały. Niektóre lepsze, niektóre gorsze - zależy od jakości kryteriów, na podstawie których się je buduje. Rzecz więc chyba w tym, żeby nie oceniać, nie klasyfikować, nie porównywać. Jest to niesamowicie trudne zadanie, albowiem w ludzkiej naturze leży ocena czegoś lub kogoś dla określenia czy to "coś", czy "ktoś" się podoba, czy nie. Może więc wysiłek należałoby skierować raczej na zatrzymywanie swoich opinii wyłącznie dla siebie? Ee, to też nie działa, bo nawet opinia wyrażona na wyraźną prośbę zainteresowanego może wywołać niezadowolenie lub nawet konflikt, jeżeli nie jest "po myśli". Będę więc postępował tak, jak moi przodkowie, którzy ukuli zgrabne powiedzonko "jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził" i wierni tej maksymie uprawiali swoją działalność najlepiej jak umieli, pozostawiając jej ocenę historii.

W Winnipegu trwa właśnie dwudniowy festyn zorganizowany przez Polskie Towarzystwa Gimnastyczne "Sokół" w Manitobie. Prezentuje on mieszkańcom Winnipegu szeroką gamę polskich atrakcji począwszy od polskiej kuchni, przez sport, folklor, taniec towarzyski do muzyki klasycznej. Ceremonię otwarcia imprezy uświetniła "Jego Ekscelencja" dr Piotr Ogrodziński napomykając, że jest w Windsor (sic!) właściwie w innym celu, ale przy okazji może przecież wygłosić mowę. Potem puszczono balony i zabawa się zaczęła.


Natalia Zielinski na otwarciu Dni Sokoła w Garden City

Na marginesie chciałbym zauważyć, iż gwoli zgodności z zasadami języka polskiego, imprezę powinno się reklamować nie jako festiwal, który z definicji jest zawsze połączony ze współzawodnictwem, jury i nagrodami, tylko jako festyn, albo po prostu tak, jak to było robione na początku, znakomicie i dumnie: "Dni Sokoła".
_____________________________

Robert Kubica wygrał Grand Prix Kanady! Co za przyjemność zobaczyć Polaka na najwyższym podium i posłuchać mazurka Dąbrowskiego... teraz kolej na piłkarzy... 15 minut meczu minęło i jak na razie jest 0:0

No niestety, Polska przegrała 2:0, ale pocieszające jest to, że gole strzelił... Polak Łukasz Podolski. Szkoda tylko, że grał nie po "właściwej" stronie... ale za to jako naród jesteśmy mocni! Ciekaw jestem pomeczowych dyskusji w Polsce.

Komentarze | Dodaj

Droga do wieczności

7 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

zadziwiające ile można osiągnąć
jak się zacznie myśleć

Pierwiastek jest powszechnie uznawany za podstawową cegiełkę, z której zbudowana jest materia ożywiona i nieożywiona. Jest to substancja składająca się z atomów. Atom, z kolei, składa się z jądra i elektronów, a jądro z nukleonów (protony i neutrony). Protony w jądrze noszą ładunek elektryczny dodatni, a elektrony, na orbicie, ujemny. Nukleony zbudowane są z kwarków, a kwarki... no właśnie - tu się kończy współczesna wiedza. Kwarki są jeszcze niepodzielne. Nie znaczy to wcale, iż nie istnieją bardziej podstawowe elementy, z których zbudowany jest świat.

Wydawałoby się, że jako "pierwotny" budulec, elementy tworzące wszelką materię powinny być tworem niezmiennym. Dopiero różnorodność ich konfiguracji podlega zmianom polegającym na tworzeniu coraz to nowych zestawów, ich egzystencji (dłuższej czy krótszej, ale zawsze płynnej w sensie niejednorodności w czasie i przestrzeni) i rozpadzie.

Podstawowe elementy materii winny więc mieć charakter, który można określić mianem "konstant", czyli stały, niezmienny w czasie, wieczny. Nie mogą one bowiem być zastąpione "nowymi" elementami, bo znaczyłoby to, że "stare" musiałyby gdzieś zniknąć, żeby zrobić miejsce "nowym". Skąd zresztą te "nowe" miałyby się wziąć. Wszak nie ma nigdzie fabryki kwarków, czy ich składowych elementów.

Mając ustalony materialny wymiar zagadnienia, można by zastanowić się nad aspektem niematerialnym, gnębiącym ożywione formy materialne.

Każda komórka stanowiąca budulec żywego organizmu, będąc zbudowaną z pierwiastków, jest tworem materialnym, acz z racji budowy elementów, z których się składa, zachodzą w niej skomplikowane procesy elektrochemiczne stanowiące o jej przynależności do materii ożywionej.

Człowiek, dzięki zdolnościom, które zawdzięcza tym właśnie procesom elektrochemicznym zachodzącym w komórkach mózgu oraz pomiędzy nimi i pozwalającym mu na przeprowadzanie bardziej lub mniej zawiłych wywodów wie, że jego rozum nie jest jedyny na świecie. Nie jest jednak w stanie spenetrować innych mózgów, by wiedzieć, czy jego odczucia są podobne do tych, których doświadczają inne organizmy biologiczne. Może jednak wyciągać wnioski, bazując na badaniach porównawczych. I tak, przypuszcza się, że system nerwowy wysyłający do mózgu sygnały np. o bólu, działa podobnie u wszystkich organizmów biologicznych. Nie można jednak w żaden sposób, z całą pewnością, stwierdzić, czy mózgi nie ludzkich organizmów mają zdolność do odczuć takich jak intuicja, czy niejasne przeświadczenie o czymś. Nie można więc też takiej możliwości wykluczyć. Zaryzykować jednak można twierdzenie, iż w oparciu o podobieństwo zasad, na jakich działa mózg, każdy z nich, niezależnie od kształtu nosiciela, może funkcjonować podobnie nie tylko w zakresie odbioru bodźców, ale i odczuwania intuicyjnego.

"Niematerialny aspekt", który wyżej wspomniałem, odnosi się do niejasnego przeświadczenia, materialnego w końcu, mózgu o istnieniu jakiegoś niedefiniowalnego "czegoś więcej"; rodzaju intuicji o ponadczasowym, "duchowym", mającym znamiona wieczności pierwiastku istnienia. Jest to tak ulotne doświadczenie, iż mimo prób, podejmowanych od zarania dziejów, nie daje się ono jednoznacznie ani wytłumaczyć, ani zdefiniować. Stąd rodzą się zabobony, wierzenia, religie i w końcu filozofie, które próbują nadać temu zjawisku formę możliwą do zaakceptowania przez mózg.

Zastanawiam się, czy to odczucie nie jest związane z wieczną naturą podstawowych cegiełek materii, z których zbudowany jest mózg i nie ma to nic wspólnego z duszami plączącymi się po wszechświecie bez celu, ani z kolejnymi wcieleniami wiecznych "bytów", ani też z bogami wymieniającymi się na nieistniejących stołkach w nieistniejącym, ale za to wiecznym, niebie. Może to być po prostu niejasne przeświadczenie, rodzaj intuicji, czy podświadomej "wiedzy" o ponadczasowym charakterze budulca, z którego natura i środowisko złożyły strukturę przeprowadzającą to rozumowanie. Ponieważ jest to koncept leżący poza zasięgiem pojmowania mózgu, jako że zaistniał on przed momentem, w którym zaczyna się proces rozumowania, to jest on niedefiniowalny i na zawsze pozostanie w sferze spekulacji.

Można by więc zdać sobie z tego w końcu sprawę i akceptując taki stan rzeczy, zająć się ważniejszymi sprawami, niż odkrywanie czegoś, co jest niemożliwe do odkrycia.

Komentarze | Dodaj

złoty środek

5 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

rozum co nie widzi złotego środka
zboczy ku skrajnościom

Według obecnej wiedzy na temat historii ludzkości, filozofia środka ma co najmniej 2600 lat. Wydawałoby się więc, że czas, który upłynął od pierwszych prób sformułowania tezy o szkodliwości popadania w skrajności, powinien wystarczyć, żeby idea zagnieździła się w ludzkich umysłach na dobre. 2600 lat to około stu pokoleń! Sto pokoleń i co? Dalej brniemy targani ekstremalnymi emocjami, ślepi i głusi na głos rozsądku. Szarpiemy się między złością i marazmem, wojną i pokojem, nienawiścią i miłością, wyrachowaniem i filantropią, pożądaniem i rezygnacją, pięknem i brzydotą, strachem i męstwem, wstrętem i euforią... Patrząc wstecz, nie wygląda na to, żeby umiar, opanowanie, skromność i rozwaga zapanowały powszechnie w najbliższej przyszłości. W wielu przypadkach wraca się do punktu złotego środka dopiero wtedy, gdy zniszczenie, będące rezultatem działania skrajności, staje się faktem. O czym to świadczy? Nie chciałbym spekulować na ten temat, bo wnioski byłyby chyba w większości pesymistyczne. A może warto byłoby podyskutować?
------------------------------------------------
Może kogoś to zainteresuje... w ciągu roku, miesięczna liczba odwiedzin tej strony wzrosła od zera do 5000.

Komentarze | Dodaj

rodzinka

5 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

porozumienie jest dzieckiem
rozwagi i kompromisu

Komentarze | Dodaj

Dylemat

3 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Ponoć stopień agresji zależy od gęstości zaludnienia.

Gdyby wszystkich ludzi rozmieścić równomiernie na wszystkich kontynentach, to odległość między sąsiadami wyniosłaby około 20 km. To jest średnia statystyczna, a jak od tego odjąć nienadające się do zamieszkania obszary (góry, jeziora, moczary, pustynie, lasy, pola uprawne itp. oraz tereny zajęte przez inne gatunki, bez których środowisko człowieka nie może normalnie funkcjonować), to odległość zmniejsza się o ponad połowę?!? Może 8 km, może 5 km ... i to znów jest tylko średnia statystyczna...
To chyba nie wygląda dobrze...
Lepiej o tym nie myśleć(?)...
Jakoś to będzie(?)

Komentarze | Dodaj

na szczycie góry

2 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

na szczycie góry kościuszki stał ułan
i machał szabelką
krzyczał też coś
o polskości
o narodzie
o wolności

z zapalczywością wielką
światu się odgrażał
tym się ponarażał
tamtych poobrażał

na szczęście z góry go było słabo słychać
więc nie było tak źle - dało się oddychać

Komentarze | Dodaj

Skrzypce Natalii

1 czerwca 2008 r.

Bolesław Łucki

Nic się nie dzieje... sezon ogórkowy... ale jesienią się zacznie... Natalia przygotowuje atrakcyjny program. Napiszę więcej w sierpniu. Ciekawych jej gry na żywo odsyłam na Festyn Sokoła. Natalia uświetni go swoim muzycznym kunsztem. Wystąpi 7 czerwca. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do jej talentu... proszę posłuchać jak gra... warto, bo muzyka, zarówno klasyczna, jak i współczesna, jest najwyższej jakości.

Rano miałem pomysł na napisanie czegoś na temat motywacji. Jest ona bowiem podstawą wszelkiego działania i takie rozważania mogłyby się nawet przydać uczestnikom prowadzonej ostatnio w Winnipegu dyskusji na temat "odmładzania" (cokolwiek to może znaczyć) lokalnego środowiska polonijnego. Czasu nie stało, bo to dziś przecież niedziela i zajęć było co niemiara. Ale wrócę do tego tematu wkrótce.

Komentarze | Dodaj