30 czerwca 2007 r.
I znów siedzę przy okrągłym zielonym stoliku w Espresso Junction. Za oknem tłumy ludzi, fontanna i czerwony daszek jakiegoś straganu. Z oddali słychać głuche dudnienie bębna ledwo przebijające się przez dźwięki muzyki sączącej się z głośników nad barem. Spokój i lenistwo... aż dziw, że w Londynie ludzie ładują samochody gwoździami i pojemnikami z gazem z intencją dokonania zniszczeń na jak największą skalę.
Przy sąsiednim stoliku starsza wiekiem para zagłębiona w lekturze Globe and Mail - ona: w polityce, on: w komiksach. Czasem podniosą głowy i wymienią uśmiechy.
W Glasgow pali się samochód. Ktoś próbował wjechać do budynku dworca lotniczego samochodem. Terroryzm, czy wypadek - jeszcze nie wiadomo. A na półkach kanadyjskich aptek pojawiła się pasta do zębów Colgate zakażona bakteriami powodującymi dość nieprzyjemne choróbska. Terroryzm, czy przypadek - śledztwo trwa.
Para z naprzeciwka wymieniła się gazetami. Chwilę porozmawiali i znów zagłębili się w lekturze. Słońce na zewnątrz przygrzewa coraz bardziej - ktoś nawet zdjął kurtkę. Bębny zaczęły bić szybciej, emocje rosną, z Afganistanu przywieziono kolejnego kanadyjskiego żołnierza i poparcie dla obecności "pokojowej" armii kanadyjskiej w Azji znów spadło o kolejnych kilka procent.
Czas wracać do domu.



