Budowanie wspólnoty

26 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Andrzej Duda ma epokową szansę na zrealizowanie swojej głównej obietnicy, o której z wielką mocą mówił w zwycięskim przemówieniu.

„[…] głęboko wierzę w to, że jesteśmy w stanie odbudować w naszym kraju wspólnotę. […] wspólnotę buduje wzajemny szacunek i – daj Boże – także życzliwość. Bardzo chciałbym, żebyśmy to w Polsce zaczęli odtwarzać, bo tego bardzo nam dzisiaj brakuje. Chciałbym, aby po pięciu latach prezydentury Polacy mogli mówić, że Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków, słucha ludzi, nikogo nie lekceważy, robi wszytko, aby podziałów nie było. Abyśmy rzeczywiście byli wspólnotą.”

Już w sierpniu okaże się czy była to obietnica szczera. Po zaprzysiężeniu, prezydent dobierze sobie współpracowników. Czy będą to ludzie budujący polską wspólnotę, czy ją burzący, zobaczymy?

Zapowiada się bardzo ciekawy okres w polskiej polityce, tym bardziej, że żona prezydenta oświadczyła, iż prezesa się nie boi. Powszechnie wiadomo, że pierwsza dama ma olbrzymi wpływ na decyzje prezydenta. Jestem bardzo ciekawy jak się sytuacja rozwinie...

Komentarze | Dodaj

I po wyborach...

24 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Wygląda na to, że po 25 latach życia w wywalczonym jednością narodu "amerykańskim" kapitalizmie, w którym, z zasady, zawsze byli, są i będą bardzo bogaci i bardzo biedni, w Polsce zrobiło się tak amerykańsko, że Polacy chcą wracać do gospodarki socjalistycznej.

Jeżeli ma się spełnić to, co naobiecywał Polakom Andrzej Duda, to Polska zmieni się tak, że wszyscy będą mieli mniej więcej po równo. Budżet jest tylko jeden i jaki jest, taki jest. Jeżeli Duda wprowadzi w życie swoje obietnice, to w polskiej przyszłości nie będzie bardzo biednych, ani bardzo bogatych. Jak w socjaliźmie - nie biednie, nie bogato, za to "sprawiedliwie".

W PRL-u było: "socjalizm tak, wypaczenia nie", w 3 RP jest: "kapitalizm tak, wypaczenia nie". Tak źle, tak niedobrze. Kolej na państwo wyznaniowe, czy policyjne?

Komentarze | Dodaj

Idzie lato...

18 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Gdyby ktoś miał wątpliwości to dziś jest 18 maja 2015 r. To fioletowe to kwitnące bzy, a to białe to śnieg.

Komentarze | Dodaj

Selfie w Forks

18 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Jak bardzo musi być podzielone polskie społeczeństwo jeżeli na prezydenckiego kandydata, obiecującego ludziom gruszki na wierzbie, chce głosować połowa narodu? Pal diabli podziały, gdzie się podział rozsądek? Gdzie logika? Czy Polacy nie mają instynktu samozachowawczego? Rozumiem sąsiedzką dyktaturę putinariatu. Tam to można jakoś, choć też nie bardzo logicznie, wytłumaczyć, ale w Polsce?

Komentarze | Dodaj

Rozmowa

18 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

- Pożycz stówę.
- Mam tylko pięćdziesiąt.
- Może być. Będziesz mi winien 50. Ja ci też będę winien 50 i będziemy kwita.

Komentarze | Dodaj

Sprzątać, czy nie sprzątać

13 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Wygląda na to, że jesteśmy świadkami wielkich zmian. Wojenna emigracja z krajów afrykańskich i z Bliskiego Wschodu zaczyna być poważnym obciążeniem dla południa Europy. Komisja Europejska postuluje rozprowadzenie emigrantów po całej Europie, tak, by rozłożyć obowiązki wobec nowo przybyłych na poszczególne państwa UE. Wydawałoby się, że postulat jest logiczny, ale co będzie za rok, czy dziesięć lat, gdy trendy emigracyjne nie osłabną?

Na razie, dla państw przyjmujących, emigranci stanowią obciążenie, ale jak tak dalej pójdzie, to obciążenie może zmienić się w zagrożenie. Nie chcę spekulować co dla gospodarzy może znaczyć nieograniczony napływ emigrantów z obszarów kulturowo obcych, ale nie wygląda to dobrze. Dopóki obca kulturowo ludność napływowa stanowi niewielki odsetek społeczeństwa, sytuacją w kraju można zarządzać w bezpieczny dla wszystkich sposób. Gdy jednak dojdzie do przekroczenia masy krytycznej, prognozowanie przyszłości kraju zaczyna być wróżeniem z fusów.

Emigracja jest skutkiem, wynikiem niezadowolenia, czy wręcz niemożności normalnego życia w miejscu zamieszkania. Demokratyczne kraje, w których przestrzeganie praw człowieka nie jest czczym sloganem, przyjmują emigrantów - taka tu kultura, taki system. Stają się w ten sposób dobrowolnymi zakładnikami złej sytuacji w państwach, z których ludzie uciekają. A strumień ludzkiego nieszczęścia płynie z jednej strony na drugą i będzie płynął tak długo, jak długo będzie mógł płynąć. Zatrzymać go można tylko siłą. Ale gdzie ją zastosować i jak? Czy na granicach Unii Europejskiej, czy w ojczyznach emigrantów? Ufortyfikować granice i stworzyć bastion europejski, czy pomagać przywracać porządek w ojczyznach emigrantów? Poddać się powolnym zmianom kulturowym w Europie, czy wpływać na sytuację w Afryce i na Bliskim Wschodzie?

Z roku na rok Ziemia staje się coraz ciaśniejsza. Dzień, w którym zła sytuacja w domu sąsiada będzie zagrażała mojemu bezpieczeństwu, jest tuż za rogiem. Przywracanie porządku jest dużo prostsze w niewielkiej skali. W pewnym momencie sprzątanie przestaje być rozwiązaniem racjonalnym. Łatwiej jest wysadzić wszystko w powietrze i zacząć od początku.

Komentarze | Dodaj

Dwa wymiary polityki

2 maja 2015 r.

Bolesław Łucki

Los człowieka, czy los państwa

Kampania wyborcza trwa. Dyskusje się zaostrzają. Politycy ilustrują swoje wypowiedzi drastycznymi przykładami tragedii, korupcji, oszustw czy nawet przestępstw, będących konsekwencją działalności swoich politycznych konkurentów. Prawdziwe one, czy wydumane? Nieważne, byle tylko przekonać słuchacza do siebie, swojej partii czy swojego kandydata. Jak wyborca ma reagować na tego rodzaju argumentacje?

Jest wolność słowa. Jest demokracja. Są wolne wybory. Polacy wybierają do władz ludzi, których uważają za najlepszych. Z czasem okazuje się, że tacy najlepsi to oni wcale nie są. Po kolejnych wyborach, sytuacja wygląda bardzo podobnie. Czy władza korumpuje? Czy może obrazy malowane w czasie kampanii są fałszywe?

Wyborcze przepychanki uwypuklają polskie problemy. Na światło dzienne wyciągane są, w większości prawdziwe, wady obecnego systemu politycznego i gospodarczego. Wielu ludzi przez nie cierpi. Emigracja rośnie. Solidarność jednak walczyła o ten system. Jest kapitalizm. Wiadomo było, że będzie ciężko. Nikt wtedy nie wiedział jak dokładnie będzie, a jednak ludzie wierzyli. Entuzjazm w narodzie był. Z czasem robi się go coraz mniej. Wielu ludzi nie widzi rezultatów wysiłku wkładanego w budowę kraju. Gdzieś się to rozmywa.

Czy w kraju robi się coraz gorzej, czy coraz lepiej? Co myśleć o przyszłości, gdy tylu ludzi cierpi, a jednocześnie badania wskazują, paradoksalnie(?), na coraz lepszy stan państwa.

W socjalizmie, ogólnie rzecz biorąc, wszyscy mają po równo. Starsze pokolenie wie co mam na myśli. W kapitalizmie wiadomo. Są bogaci i biedni. Rządzi rynek.

Na kogo głosować?

Wyborami rządzi propaganda. Wyniki zależą od zdolności elektoratu do odsiewania ziarna od plew. Życie po wyborach to twarde realia i walka o byt.

Do rządzenia krajem pretendują ci, którzy konsekwentnie rozbudowują system kapitalistyczny, wmontowując - mniej lub bardziej dobrowolnie - w jego struktury elementy polityki socjalnej. Ich konkurentami są tzw. antysystemowcy, którzy, pragnąc poprawić los przeciętnego Polaka, proponują drastyczne zmiany czy wręcz przewrócenie istniejącego systemu i budowę kraju niejako od początku.

Wyborca zdecyduje co jest dla niego ważne albo, mając tego wszystkiego serdecznie dość, nie pójdzie do urny. A ci najenergiczniejsi i najlepiej wyposażeni do walki z przeciwnościami losu spakują manatki i wyjada tam, gdzie będzie im dobrze. Po co się męczyć, gdy za granicą można żyć lepiej. Tak zawsze było i zawsze będzie.

Komentarze | Dodaj