Awantura o słowa

21 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Pozwolę sobie wtrącić moje trzy grosze do awantury wywołanej słowami dyrektora FBI Jamesa Comeya o wydarzeniach sprzed ponad siedemdziesięciu lat.

Oskarżenia padające pod jego adresem ze strony polskich władz i niektórych celebrytów są dużego kalibru. Niektóre z nich graniczą nawet z histerią. A sprawa od początku była prosta i polegała na interpretacji słów „oskarżonego” na jego niekorzyść.

Wielu ludzi wypowiedziało się już na ten temat i wielu jeszcze wypowie, ale najlepszym, jak dotychczas, komentarzem w tej sprawie jest opinia Anne Applebaum, opublikowana w niedzielnym wydaniu internetowego „Washington Post”, której fragment przytaczam poniżej:

In two poorly worded sentences, he sounded to Polish readers as if he were repeating the World War II myth that most drives them crazy: Namely, that somehow, those who lived in occupied Eastern Europe shared full responsibility for a German policy. Comey put it like this:
“In their minds, the murderers and accomplices of Germany, and Poland, and Hungary, and so many, many other places didn’t do something evil. They convinced themselves it was the right thing to do, the thing they had to do.”

Chodzi więc o dwa nieszczęśliwie sformułowane zdania.

W podsumowaniu swojej wypowiedzi dziennikarka konkluduje: So no, it is not true, as Comey made it sound, that “murderers and accomplices” in Germany, Poland and Hungary and lots of other places were somehow responsible for the Holocaust. And no, it isn’t true that the Holocaust is a story of so many otherwise “good” people who “convinced themselves it was the right thing to do.”

Proszę zwrócić uwagę, że Anne Applebaum mówi o interpretacji słów Comeya ("he sounded to Polish readers as if he were..." i "as Comey made it sound...") a nie o dosłownym znaczeniu użytych przez niego zwrotów. Tak więc odbiór przekazu dyrektora FBI, dziennikarka uzależnia od odbiorcy. Mądre i, jak w wielu podobnych przypadkach, słuszne i prawdziwe.

Autorka kończy artykuł swoją interpretacją słów Comeya: „[druga wojna światowa to] a story about the power of fear, the danger of lawlessness and the horror that was made possible by a specific form of German state terror in the years between 1939 and 1945 – a terror that convinced many people to do things that they knew were terribly, terribly wrong”.

I to jest ważne i prawdziwe. Niestety.

Komentarze | Dodaj

Jeszcze o emigracji

19 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

"Szokujące statystyki"
"Emigracja bliska rekordu"
"Kolejni Polacy wyjeżdżają z kraju na stałe"
"Wyjechali, nie wracają"

To tylko kilka tytułów z najnowszych doniesień medialnych na temat polskiej emigracji. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Polacy wybierają do władz ludzi, którzy nie chcą, albo nie potrafią zbudować państwa opiekuńczego, zapewniającego uczciwemu obywatelowi godziwe życie?

Niska frekwencja wyborcza świadczy o tym, że olbrzymia część narodu nie chce brać udziału w imprezie, która nie owocuje niczym konstruktywnym.

Wygląda na to, że niezwykle trudna do podjęcia decyzja opuszczenia kraju na stałe jest dla milionów Polaków łatwiejsza, niż próbowanie naprawiania sytuacji w ojczyźnie. Dlaczego?

Kim dla Polaka jest drugi Polak?

Komentarze | Dodaj

Wybory prezydenckie 2015

17 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Polskie wybory prezydenckie już w maju. Frekwencja w takich wyborach zwykle oscyluje w granicach 50-60%. Gdy głosuje połowa narodu, druga połowa będzie się, tak czy inaczej, czepiała wyników. Może więc należałoby pójść do urn?

Dla nas, Polaków mieszkających poza Polską, wybory w kraju nie są priorytetem. W końcu dlaczego mamy wybierać władzę, która nami nie rządzi? Zresztą, w natłoku codziennych kłopotów oraz lokalnych wydarzeń i tak mało czasu zostaje na zainteresowanie polskimi sprawami. Z drugiej strony jednak, każdy Polak chyba, na tyle, na ile mu czas pozwala, polskimi sprawami się interesuje.

Polskie prawo daje możliwość udziału w głosowaniu każdemu polskiemu obywatelowi, niezależnie od miejsca zamieszkania, więc gdy ktoś ma wystarczającą wiedzę na temat sytuacji w starym kraju, może z tego prawa skorzystać.

Konsulat w Toronto już ogłosił możliwość rejestracji Polonusów do wyborów prezydenckich w Polsce. Jeżeli ktoś ma polski paszport i chciałby głosować, to może się zarejestrować na stronie MINISTERSTWA SPRAW ZAGRANICZNYCH.

Głos Polonii może być konstruktywny i nie zniekształcać ogólnopolskich wyników z powodu nieznajomości polskich realiów, ale by tak było, decyzja polonijnego wyborcy winna być oparta na rzetelnej wiedzy o procesach zachodzących w kraju, a nie na pobieżnym zaznajomieniu się z materiałami propagandowymi.

Komentarze | Dodaj

Turystyka polityczna

15 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Od jakiegoś czasu obserwujemy pojawienie się nowej formy podróżowania po świecie - turystyka polityczna. Bezwizowe przekraczanie granic państwowych znacznie ułatwia ruch „turystyczny”. Tacy „goście” nie mają wcale chęci zwiedzania świata. Oni mają własną agendę, o której dowiadujemy się czasem zbyt późno. Krymskie zielone ludziki są takim przykładem zmodyfikowanego turysty.

Nagłaśniany ostatnio przez media plan rosyjskich motocyklistów i automobilistów, zamierzających przekroczyć granice kilku państw Unii Europejskiej, wpisuje się w ten nowy trend. Planowana podróż ma charakter wyłącznie polityczny i wydaje się, że jest to rodzaj prowokacyjnej reakcji Rosji na bojkot moskiewskich obchodów zakończenia drugiej wojny światowej przez przywódców europejskich.

Szczęście, że UE wymaga wiz, więc osoba spoza UE może wjechać wyłącznie za przyzwoleniem naszych władz. Mam nadzieję, że wydawanie wiz jest poprzedzone rzetelnym sprawdzaniem przeszłości aplikantów.

Komentarze | Dodaj

Jak ten czas leci...

15 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Moje dzieci są już starsze niż ja. Mają prawie 70 lat!!! A jeszcze tak niedawno...

Komentarze | Dodaj

Świetlne słupy

14 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Prezydent Warszawy, pani Hanna Gronkiewicz-Walc zakwestionowała dzisiaj słuszność propozycji pomnika smoleńskiego w formie słupów świetlnych bijących w niebo z chodnika dla pieszych na Krakowskim Przedmieściu. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie podparła swojej wypowiedzi argumentem nazistowskim, z którym dość gwałtownie nie zgodziła się część polskich celebrytów.

Faktem jednak jest, że w 1937 roku, zjazd NSDAP w Norymberdze ozdobiono podobnymi słupami światła. Prawda, że o nieco innej konfiguracji i z inną intencją, niż w proponowanym pomniku smoleńskim, ale fizyczne podobieństwo jest duże. Ponadto, polsko-niemieckie zaszłości wydają się też mieć, w tym przypadku, istotne znaczenie.

Wydawałoby się więc, że argumentacja pani prezydent jest logiczna, a jeszcze gdy dodać do tego fakt, że proponowane tabliczki z nazwiskami ofiar miałyby być wmontowane w chodnik, na którym jest dość duży ruch pieszy, to pomysł pomnika, po którym można deptać, powinien przestać być atrakcyjny.

Argumentem podnoszonym przez oponentów prezydenta i kwestionującym jej obawy ma być amerykański przykład świetlnych wież w miejscu, gdzie stały nowojorskie wieże World Trade Centre.

Moim zdaniem jest to argument bardzo chybiony, co później wyjaśnię.

Yoko Ono też wykorzystała światło, wznosząc w Islandii Imagine Peace Tower, pomnik dedykowany jej tragicznie zmarłemu mężowi Johnowi Lennonowi.

Prawdopodobnie można by było znaleźć więcej przykładów użycia światła jako symbolicznego elementu w monumentach upamiętniających najróżniejsze wydarzenia. Problem tylko w tym, że symbole mają charakter umowny i mogą znaczyć zupełnie co innego w różnych częściach świata. Dla przykładu - swastyka w Europie przestała być symbolem szczęścia tylko dlatego, że była użyta przez nazistów. W Indiach jest ponoć znakiem ciągle budzącym pozytywne emocje.

U podstaw pomysłu wzniesienia „pomników” światła w Nowym Jorku leżała idea dwóch architektów, którzy zaproponowali „Project for the Immediate Reconstruction of Manhattan's Skyline” czyli dwa słupy światła wypełniające niejako przestrzeń, gdzie stały zburzone wieże. Miała to być instalacja tymczasowa o charakterze urbanistycznym, która miała symbolizować amerykańską zdolność do podnoszenia się z nawet największej tragedii, i którą początkowo nazwano „Towers of Light”. W wyniku zastrzeżeń nowojorczyków, dotyczących wymowy tej nazwy, która większe znaczenie przypisywała budynkom, niż ofiarom, nazwę zmieniono na „Tribute in Light”. Dopiero wtedy kwestię hołdu dla ofiar zamachu dodano oficjalnie do wymowy świetlnych wież.

Problemem związanym z funkcjonowaniem świetlnych „pomników”, jest ich negatywny wpływ na zachowanie ptaków w okresie sezonowych migracji. Nowojorski „Tribute in Light” musi być okresowo wyłączany by nie powodować zakłóceń w migracjach dzikiego ptactwa. Czy w przypadku polskiego pomnika światła ktoś o tym pomyślał?

Należałoby też wspomnieć o tym, że dwudziestoczterogodzinna eksploatacja „Tribute in Light” kosztuje niemal dwa tysiące dolarów. Czy polski podatnik wie ile będzie musiał dołożyć do rachunku za prąd?

Podsumowując, wydaje się, że analogia przywołana przez prezydenta Warszawy ma więcej sensu, niż porównanie propozycji słupów światła w chodniku Krakowskiego Przedmieścia do „Tribute in Light” w Nowym Jorku. Poza tym, warszawski pomnik smoleński już istnieje.

Komentarze | Dodaj

Mądry Polak po szkodzie

13 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Bijatyka wyborcza ogniskuje polskie problemy, nie przymierzając tak, jak soczewka skupia światło. W ciągu kilku kampanijnych miesięcy, w walce (a raczej, w polskim przypadku, wojnie) wyborczej, Polacy z całą mocą odsłaniają swoje dobre i złe strony. Nie byłoby się czego czepiać gdyby tych dobrych stron było zdecydowanie więcej, niż złych. Wszędzie tak jest w czasie wyborów. W Polsce jednak, dążenie do władzy wyzwala w kandydatach i ich doradcach zajadłość, która pcha ich do działań graniczących z infantylnością, śmiesznością, a czasem nawet z przestępstwem.

Posiadając prawa wyborcze w Kanadzie od blisko trzydziestu lat, miałem wielokrotnie okazję uczestniczenia w wyborach prowincjonalnych i federalnych, i jak dotychczas nie zaobserwowałem tu kampanii o agresywności przypominającej (choćby w przybliżeniu) tę, jaka występuje w Polsce. Dlaczego tak się dzieje?

Istnieją opinie, według których niska kultura polityczna części wybrańców narodu pozwala im na bezpardonowe stosowanie makiawelistycznej maksymy „cel uświęca środki”. Reszta ma ponoć działać w ramach wzorców zachodniej demokracji. Taka sytuacja tworzy warunki do politycznej indoktrynacji, podatnej na to, części polskiego społeczeństwa, czego wynikiem są tak głębokie podziały, że polskie społeczeństwo zaczyna powoli funkcjonować jak dwa nienawidzące się narody. Tak to wygląda z Kanady.

Inne znów opinie mówią, że polskie społeczeństwo nie jest aż tak podzielone, jak polska klasa polityczna. Hmmm… z kanadyjskiej perspektywy jakoś trudno w to uwierzyć. W końcu to społeczeństwo wybiera do władz swoich reprezentantów, więc rządzi ten, kogo Polak postawi u steru. Sytuacja w kraju jest dokładnie taka, jaką stworzy sobie, poprzez wybranych przez siebie polityków, polski elektorat. Być może są jakieś środowiska luźno związane z polityką, w których nie występują, obserwowane w większej skali, podziały. Myślę, że takie mini społeczeństwa nawet na pewno są, ale to tylko potwierdza diagnozę o głębokich podziałach między Polakami. Istnienie takich enklaw świadczy bowiem o potrzebie izolowania się części obywateli od reszty społeczeństwa.

Niemała grupa polskich polityków wini Rosję za sytuację w kraju. Rosjanie mają ponoć wykorzystywać najróżniejsze polskie problemy by rozgrywać i dzielić Polaków. Jeżeli przyjąć, że takie twierdzenie jest zgodne z prawdą, a jest to całkiem prawdopodobne, to w jakim świetle stawia to Polaków? Jak niskie musi być poczucie polskiej tożsamości narodowej, jeżeli Polacy dają się tak rozgrywać?

Każdy, kto choć pobieżnie zna historię polskiego narodu wie, że nasze wojenki nie są wynalazkiem trzeciej rzeczpospolitej. Pytanie brzmi: kiedy to się skończy? Jak długo jeszcze przysłowiowy Polak będzie mądry dopiero po szkodzie?

Komentarze | Dodaj

a więc szukasz w życiu sensu…

6 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

a więc szukasz w życiu sensu…
czyżbyś myślał że go znajdziesz?
sam na to wpadłeś
czy ktoś ci powiedział?

sens życia tkwi przecież
w biomasie tętniącej elektrochemią
pobędzie w niej trochę
i rozpadnie wraz nią
w niezniszczalny
gwiezdny pył

Komentarze | Dodaj

Wesołych świąt!

5 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Wiosenne ekwinokcjum, naturalne zjawisko astronomiczne, bez wątpienia niezwykle istotne dla wszystkiego co żyje. Nie ma na Ziemi organizmu, który by w taki, czy inny sposób nie czekał na wiosnę. Nic dziwnego więc, że równonocy wiosennej towarzyszy radość. Dla życia na naszej planecie jest to rodzaj punktu zwrotnego. W tym i dla człowieka. Od zarania dziejów zima nam nie służy i gdy pojawiają się pierwsze oznaki powrotu cieplejszych dni, wszyscy świętują. Z jakichś powodów jednak, w niektórych kulturach, radości z końca zimy nadano charakter głęboko religijny. Dlaczego? Hmmm… mądrzy ludzie ponoć wiedzą dlaczego. Wesołych świąt!

Komentarze | Dodaj

Wyborcze refleksje

3 kwietnia 2015 r.

Bolesław Łucki

Okres wyborów jest dla Polaków mieszkających poza krajem czasem baczniejszego przyglądania się sprawom polskim. Warunkiem jednak jest posiadanie tego czasu. Śledzenie bowiem dynamicznie rozwijającej się sytuacji w Polsce, gdy trzeba jednocześnie myśleć o zapewnieniu sobie i rodzinie bytu, nie jest zadaniem prostym. Wielu, w takiej sytuacji, skupia się raczej na rozwiązywaniu swoich problemów bytowych i nie potrzebuje dodatkowych atrakcji. Ja mam czas. Jest to towar, który posiadam w nadmiarze, więc nie mam większych oporów, by dysponować nim z rozmachem.

Siedzę więc przed komputerem, przyglądam się wydarzeniom w Polsce z uwagą i im dokładniej patrzę, tym mniej podoba mi się kierunek, w jakim oscyluje rozwój naszej ojczyzny. Obraz Polski i Polaków, wyłaniający się ze stron internetowych, nie napawa optymizmem. Z pozoru wydawałoby się, że powinno to być wyobrażenie niepełne, bowiem siłą rzeczy to, co wyląduje w sieci, zależy wyłącznie od pojedynczego klikacza, operującego myszką. Gdy jednak uświadomi się sobie, że komputer jest nieomal tak popularnym sprzętem w życiu narodu, jak, nie przymierzając, łyżka, to z dużą dozą pewności można stwierdzić, że informacje i opinie trafiające do sieci z milionów polskich komputerów malują całkiem realistyczny obraz naszego kraju. Tym bardziej, że przecież za każdą wypowiedzią stoi człowiek ze swoim poziomem wiedzy, intelektu i wrażliwości.

Polska, jak każde państwo zachodniej cywilizacji (bo tylko o takim państwie piszę), posiada strukturę zgodną z zasadami budowy państwa, wykształconymi na przestrzeni wielu wieków w kolejnych etapach rozwoju demokracji. Oczywiście poszczególnie kraje mają swoje indywidualne historie, ale generalnie rzecz biorąc, administracyjnie, wszystkie zachodnie państwa są do siebie podobne. Różnice polegają raczej na jakości elementów składowych państwa, niż na obecności jakichś części, nieistniejących w innych państwach.

A więc obywatele, czyli ludzie zamieszkujący legalnie teren danego państwa. W Polsce niby tacy sami, jak wszędzie, a jednak jakby trochę inni. Truizm? Może tak, ale czy to coś zmienia? Każdy zachodni kraj jest zawiadywany przez jego obywateli. Oni tworzą struktury i prawa pozwalające na funkcjonowanie państwa zgodnie z pryncypiami zachodniej cywilizacji. Od wiedzy i mądrości obywateli zależy sprawność działania państwa. Elektorat, pełnoletni obywatele uprawnieni do udziału w podejmowaniu decyzji o przyszłości państwa, stanowi praktycznie o stopniu dobrobytu w kraju.

Jakość elementów polskiego państwa, takich jak sejm, rząd, wymiar sprawiedliwości, media, szkolnictwo, służba zdrowia, związki zawodowe, czy w końcu instytucje wyznaniowe i religijne, pozostawia wiele do życzenia.

Czasem można usłyszeć opinię, że polska demokracja jest młoda i trzeba jej dać czas by dojrzała do poziomu reszty zachodniego świata. Niby racja, ale czyż w drodze do tego poziomu nie należałoby stosować logiki, rozsądku, pracowitości i tym podobnych cnót? Czemu mają służyć pokrętne wywody decydentów, mające na celu udowodnienie wyłącznie swoich racji, bez względu na konsekwencje dla państwa? Dlaczego obywatele desygnują na kierownicze stanowiska ludzi, z którymi się później, z całą złośliwą, a miejscami nawet zabójczą, mocą, nie zgadzają? Wydawałoby się, że demokratyczna zasada rządów większości jest prosta i zrozumieć ją powinien każdy, niezależnie od poziomu wykształcenia i stopnia inteligencji. A jednak…

Ścieranie się poglądów ma sens wtedy, gdy pozostaje w strefie dyskusji prowadzącej do jakiejś budującej konkluzji i gdy w rezultacie następuje stopniowe polepszanie warunków bytu obywateli. Ciężkie czasy mogą też być przez ludzi akceptowane, gdy widać światełko w tunelu. W Polsce, generalnie rzecz biorąc, światełka nie widać. Taki wniosek można wyciągnąć z lektury doniesień całego spektrum internetowych źródeł informacji.

Tendencje emigracyjne Polaków ciągle rosną. Potwierdzają to badania wskazujące, że jedna trzecia Polaków nie widzi swojej przyszłości w Polsce. Dlaczego? Co zmusza ich do podjęcia decyzji o opuszczeniu kraju?

Mądrych ludzi w Polsce nie brakuje. Dlaczego ich nikt nie słucha?

Komentarze | Dodaj