Wojna i pokój

26 marca 2015 r.

Bolesław Łucki

W dyskusjach publicznych, prowadzonych w ramach kampanii wyborczej, porusza się wiele ważnych dla Polski tematów. Jednym z nich jest wpływ sytuacji na Ukrainie i w krajach arabskich na bezpieczeństwo naszego kraju.

Zagrożenia płynące ze wschodu i południa powodują, że część polityków poddaje w wątpliwość działania rządu w zakresie polityki obronności kraju. Jedni mówią, że wojna jest tuż za rogiem, inni, że granice NATO są bezpieczne. Jedni chcą się zbroić na potęgę i przywrócić obowiązkową służbę wojskową, inni, że armia zawodowa wystarczy, a pieniądze należy przeznaczyć na gospodarkę i rozwijanie współpracy z Zachodem.

Wojsko chce się rozbudować, wiadoma rzecz. Szczególnie w takich czasach, jak dziś. Społeczeństwo natomiast chce podniesienia jakości życia. Rząd musi zdecydować jak podzielić budżet, który żadną miarą nie jest w stanie pokryć wszystkich potrzeb. No i tu zaczynają się schody, a raczej polityczne przepychanki.

Sondy, przeprowadzone wśród Polaków, wskazują na brak woli narażania życia w obronie ojczyzny. Czym bowiem jest, dla dzisiejszych Polaków, obrona kraju? Dla jednych znaczy to stanąć z bronią w ręku u granic ojczyzny i bronić jej przed wrogiem do skutku, czyli do zlikwidowania zagrożenia, dla drugich, tych w większości, inwestować w stworzenie takiego zabezpieczenia kraju, żeby potencjalnemu wrogowi nie opłacało się nas zaczepiać.

Logicznie rzecz biorąc, pierwsze rozwiązanie nie ma sensu, bowiem nawet, gdyby wszyscy Polacy, zdolni do uniesienia broni, stworzyli armię, to wobec siły tzw. wroga, nie mieliby z nim żadnych szans. A więc sojusze. Ale jakie?

Historia, nawet ta najnowsza, uczy, że dopóki „sojusz” pozostaje na papierze, znaczy on tyle, co nic. Gdy następuje zderzenie z rzeczywistością, przymierza się rozsypują i napadnięci zostają sami ze sobą.

Jakie więc sojusze należałoby zawrzeć, by zagrożenie jednego państwa zmuszało do działań obronnych wszystkie kraje?

W przypadku Europy wydaje się, że jedynym logicznym rozwiązaniem byłoby stworzenie wielopoziomowego systemu powiązań gospodarczych i finansowych europejskich państw. W ten sposób zagrożenie jednego kraju byłoby niebezpieczne dla całego systemu i do jego obrony poczuwaliby się wszyscy członkowie założyciele. Obrona jednego kraju musiałaby być częścią planu obrony całego systemu. Wojsko polskie więc - tak, ale proporcjonalne do wielkości i w ramach możliwości kraju.

Wydaje się, że lepiej mieć małą, dobrze wyszkoloną i wyposażoną, zawodową armię, będącą częścią sił zbrojnych takiego systemu, niż własne, choćby największe, ale niezależne i mało efektywne siły zbrojne (na które nas zresztą nie stać).

Korzyści płynące z takiego rozwiązania są oczywiste dla każdego, kto logicznie myśli. Polityka jednak nie zawsze kieruje się rozsądkiem. Niestety. Dlatego mamy raz wojnę, raz pokój.

Komentarze | Dodaj

Myśl wyborcza

23 marca 2015 r.

Bolesław Łucki

Komuś, kto nie ma ambicji wprowadzania swoich planów w czyn, będzie wszędzie dobrze. Gdy zaś przychodzi do realizacji swoich zamierzeń, warunki środowiskowe mają decydujące znaczenie w wyborze miejsca do ich realizacji. Stąd tylko jeden krok do konkluzji: chcesz mieć wokół siebie energicznych, twórczych i efektywnych ludzi, stwórz im warunki, by mogli działać. W przeciwnym razie, nie dziw się, gdy twoja życiowa przestrzeń pustoszeje.

Komentarze | Dodaj

Polskie płoty

20 marca 2015 r.

Bolesław Łucki

Zbliżają się wybory. Już w maju Polacy będą mieli nowego prezydenta. Nowego, albo przedłużonego. Kampania trwa. Kowalski i Nowak okładają się sztachetami. Dosłownie i w przenośni. Politycznie aktywni zastanawiają się kto wygra. Budowane są strategie, szukane haki. Kandydaci jeżdżą od wsi do wsi. Elektorat podpisuje listy. Kowalski też podpisał. Wszystkie. Wszystkim. A co! Niech mają. Szczęśliwi kandydaci na kandydata już się zarejestrowali. Kto wygra? Hmmm... kto wygra? Przecież wiadomo kto wygra. Kto wygra, ten wygra. Wiadomo? Kowalski nie wie. Ale chce wiedzieć. Jest popyt na wiedzę, więc sondażownia podaje. Najpierw pyta Kowalskiego, potem podaje. Nie podaje kogo pyta, tylko podaje. Raz tak, raz tak. I Kowalski i Nowak są szczęśliwi. Raz jeden, raz drugi. Aby do wyborów. A po? Kandydat Kowalskiego przegrał, więc jest powód do wyrwania kolejnej sztachety. Przecież podał sondażowni swojego kandydata. Znów go oszukali? Hmmm... trzeba budować nowy płot.

Komentarze | Dodaj

Żyjemy...

15 marca 2015 r.

Bolesław Łucki

Lokalni bywalcy mojego blogu zadają sobie, zapewne, pytanie dlaczego, już od dłuższego czasu, Studio M1 Singers nie występuje. Ano, zawiesiliśmy działalność publiczną, skupiając się na przygotowaniu nowego programu i kilkunastu własnych piosenek ze słowami Jenny Bibik. Gotowe nagrania umieszczę tutaj, w dziale „pliki dźwiękowe”. Trochę to potrwa, ale mam nadzieję, że skończymy je jeszcze tego lata. Kto wie, może nawet wydamy CD. Marzy mi się to już od dawna.

W nagraniach studyjnych, prócz naszej trójki, biorą udział lokalni muzycy, więc jakościowo muzyka ma szansę być całkiem niezła. Mówiąc „niezła” mam na myśli standardy muzyczne z naszej młodości, a nie te dzisiejsze. Zabrzmiało to trochę szowinistycznie, ale, zdając sobie sprawę z irracjonalności poglądu wyrażanego maksymą „kiedyś to była muzyka, nie to co dziś”, wolę jednak słuchać utworów wykonywanych na prawdziwych instrumentach, z jak najmniejszym udziałem elektroniki, a takich, dziś, jak na lekarstwo.

Przy okazji... Happy Pi Day!!!

Komentarze | Dodaj

gdyby...

9 marca 2015 r.

Bolesław Łucki

gdyby głowy zdolne do zapamiętania liczby 'pi' zdarzały się częściej
to nawet Stachu „Jabcok” miałby szansę zostać geniuszem

Komentarze | Dodaj