to śpiewamy...

28 marca 2012 r.

Bolesław Łucki

    
Foto: Gladys Kulas

Dzisiejszy występ w Devonshire House II

Pierwsze wykonanie naszej własnej piosenki "You're Draining Me Dry".
Słowa: Jenny Bibik, Muzyka: ja.

Komentarze (1) | Dodaj

Jak to w Ameryce

22 marca 2012 r.

Bolesław Łucki


Ludzie!

Co to się porobiło!!!

Amerykańskie doktory próbują zobaczyć świat z perspektywy chłopka-roztropka!!!

Patrzą, analizują i po doktorsku (a jakżeby inaczej) ciągle widzą kredyty, giełdy, procenty, kryzysy, a one dla chłopka-roztropka są pustymi terminami.

Dla niego liczy się mamona. Jak ją ma, to wydaje. Ja nie ma, to szuka roboty.

Komu potrzebne są inżynierskie, doktorskie czy nawet profesorskie analizy jeżeli prowadzą donikąd?

Stany Zjednoczone stawiają się światu za przykład do naśladowania. To przecież tu jest "wolny" świat. Najwyżej(?) rozwinięta demokracja. Wszystko jest najlepsze, największe, najwspanialsze. I co? Gdzie są te wspaniałości?

Reszta świata ma dążyć do amerykańskich ideałów? Naprawdę?

Chłopek-roztropek (szczególnie gdy głodny) ma je gdzieś. Ale takich jak on, w Ameryce, jak na lekarstwo.

Gdyby Ameryka chciała się kierować roztropnością chłopka, to nie byłoby żadnego kryzysu.

Gdyby chciała... ale przecież nie chce. W końcu gdyby chciała, to by tak robiła. Jest przecież demokracja. I różne wolności. Ponoć najwspanialsze na świecie. Naprawdę? To dlaczego nie owocują one chłopską roztropnością? Może po prostu taka jest Ameryka? Jak znajdzie się ktoś roztropny, to przeciwko niemu staje armia tych-co-wiedzą-lepiej?

Przykłady?

Ot, choćby niedawne stanowisko zarządu KPA w sprawie Smoleńska i telewizji Trwam. Bardzo roztropne - uznające prawo niezależnego i demokratycznego państwa polskiego i jego instytucji do samostanowienia o swoich wewnętrznych sprawach. Czy coś w tym złego? Niemądrego? Nieroztropnego? Na pewno nie. Wprost przeciwnie.

Dlaczego więc Amerykanie podnoszą larum, gdy w wolnym kraju, polski organ konstytucyjny podejmuje decyzje? Że co? Że nie są one dla Amerykanów do zaakceptowania? Naprawdę?

Ech!

Za dużo w Ameryce prezesów i dyrektorów, doktorów i profesorów, a za mało dyplomowanych chłopków-roztropków.

Komentarze | Dodaj

W witrynie Polonia dla Polonii

2 marca 2012 r.

Bolesław Łucki


W witrynie internetowej Polskiej Agencji Prasowej Polonia dla Polonii ukazały się ostatnio dwie wypowiedzi, do których chciałbym się ustosunkować. Z góry zastrzegam, że czynię to nie dlatego żeby kogoś krytykować, albo dawać upust swoim frustracjom, tylko po to, by spojrzeć na poruszane kwestie z nieco innej strony.

O rozdzielaniu pieniędzy

W budżecie polskiego państwa, na rok 2012, przewidziano, jak co roku, pewną ilość pieniędzy dla Polonii. W tym roku jednak demokratycznie wybrany Sejm zdecydował, że 65.5 mln zł na współpracę z Polonią i Polakami za granicą zostanie przeniesione z Kancelarii Senatu do MSZ.

W uzasadnieniu tego posunięcia podano następujący argument: opieka nad Polonią jest zadaniem przypisanym ministrowi spraw zagranicznych - chodzi o to, aby zadanie to można było wykonać. W tej chwili pieniądze są wydawane przez Senat bez podstawy prawnej. Senat wykonywał tę rolę kiedy trzeba było odbudować zaufanie Polonii do instytucji wolnej Polski i to zadanie zostało wykonane. MSZ będzie realizował strategię współpracy z Polonią realizując to, o co zabiegały kolejne rządy.

Abstrahując od faktu, iż Polonia w znakomitej większości nie ma udziału w budowie polskiego budżetu, jako że odprowadza ona podatki do budżetów państw swojego zamieszkania, wydaje się, że dobra wola polskiego państwa, które asygnuje milionowe kwoty na pomoc i współpracę z Polonią, winna być doceniona bez tzw. szemrania.

Jeżeli Polonia miałaby tu coś do powiedzenia, to sugerowałbym raczej skupienie się na kwestiach kryteriów przyznawania takiej pomocy przez MSZ i mechanizmach sterujących przepływem funduszy z MSZ do beneficjenta.

W końcu nie powinno być ważne kto, imiennie, daruje pieniądze, tylko to, by były one rozprowadzane według klarownego i jawnego klucza oraz to, by w każdym przypadku trafiały w całości do adresata.

Oczywistą oczywistością wydaje się, że każdy beneficjent winien rozliczyć się z darowanej mu kwoty.

O dziegciu w miodzie

W Toronto odbyła się impreza. Goście z Polski przyjechali. Wystąpili na scenie, potem spotkali się z Polonią i pojechali z powrotem do domu.

Pani Bonikowska z torontońskiej Gazety pyta dlaczego w polskich mediach nie napisano o imprezie, w domyśle, w taki sposób, w jaki odebrali ją widzowie. Przecież kilka zdań jednak napisano, a że dla niektórych to za mało i niedokładnie tak, jak by chcieli to widzieć odbiorcy programu? No cóż. Widocznie taka była ich percepcja sytuacji, w której się znaleźli.

Opisane przez nich okoliczności wizyty w Toronto nie zostały wszak wymyślone. Takie były ich doświadczenia.

Mówią, że łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu i to święta racja. Czy w naszym przypadku to jest łyżka dziegciu w miodzie, czy łyżka miodu w dziegciu, pozostaje kwestią do dyskusji. Statystyki wskazywałyby raczej na to drugie.

Preferencje Polonii kanadyjskiej (i amerykańskiej też), wyrażane tak w sondażach, jak i przy każdym głosowaniu, są dość klarowne. W zdecydowanej większości Polonia na tym kontynencie popiera siły kwestionujące dzisiejszą polską suwerenność i stawiające pod znakiem zapytania wartość zmian jakie zaszły w naszym rodzinnym kraju w ostatnim dwudziestoleciu.

Może więc byłoby lepiej gdyby popracować nad oczyszczeniem miodu z dziegciu raczej niż pielęgnować uraz do kogoś, kto nie zasmakował w naszym miodzie, bo trafił akurat na tę, większą czy mniejszą, porcję dziegciu.

Komentarze (1) | Dodaj