Głos w kwestii

24 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

W nawiązaniu do bieżących artykułów w witrynie PAP Polonia dla Polonii chciałbym podzielić się swoimi uwagami na temat kwestii historyczno-językowo-kulturowych.

Szwajcaria - nie jestem przekonany co do sugestii p. Skorupskiego o stawianiu realiów tego państwa za wzór dla Polski, albowiem są to raczej nieporównywalne sytuacje. Uzasadniając taki pogląd, należałoby cofnąć wskazówki zegara, a raczej kartki kalendarza, do początków państwowości tak polskiej, jak i szwajcarskiej.

Bez zbytniego zagłębiania się w szczegóły, można powiedzieć, że przyczyną różnic między naszymi krajami są uwarunkowania historyczne. Szwajcaria powstawała, rozwijała się i funkcjonuje dziś w warunkach innych niż Polska.

Wydaje się, iż młodsza o 325 lat państwowość szwajcarska kształtowała się w bardziej świadomy i dobrowolny sposób, niż polska. Kantony łączyły się nie "odgórnie" w celu stworzenia jednolitego politycznie, religijnie, czy kulturowo państwa, ale "oddolnie", dla zapewnienia bezpieczeństwa i dobrobytu obywateli poszczególnych kantonów.

W przypadku Polski, łączenie się plemion słowiańskich dla stworzenia struktury państwowej nie wydaje się ani dobrowolne, ani powszechnie akceptowane. Szczególnie, iż powstawaniu polskiego państwa towarzyszyło agresywne wprowadzanie chrześcijaństwa i sztuczne, w wielu przypadkach, ujednolicanie poszczególnych części składowych nowego kraju. Stąd też (między innymi) autonomia poszczególnych regionów w systemie polskim będzie różniła się dość znacznie od praw do samostanowienia w kantonach szwajcarskich.

Zdaję sobie sprawę, że powyższy pogląd jest uproszczeniem, ale faktem jest przecież, iż tamte czasy mają wpływ na dzień dzisiejszy, i że żyjemy w przestarzałych strukturach stworzonych, nie zawsze dobrowolnie, około 1000 lat temu!!! Sami siebie zamknęliśmy w systemach politycznych i religijnych, które próbują się nawzajem, w bardziej lub mniej napastliwy sposób, wchłonąć i trzeba olbrzymiego wysiłku, żeby utrzymać je w jako takiej równowadze. To się musi kiedyś zmienić.

Warunki życia na Ziemi się pogarszają już nie z roku na rok, ale z dnia na dzień. Szuka się, jakże by inaczej, dróg do polepszenia sytuacji. Ostatnie badania w zakresie poszukiwań nowych, czystych źródeł energii niezbędnej dla utrzymania komfortu, do którego przywykł już człowiek, wskazują, iż istnieje sposób na mikrofalowe przekazywanie energii słonecznej z kosmosu na Ziemię. Wstępne eksperymenty potwierdzają, że będzie można w ten sposób wyeliminować wszystkie inne źródła energii, z których każde jest zagrożeniem dla środowiska, a tym samym i dla człowieka. W relatywnie prosty sposób będzie można zapewnić całej planecie stały i nieograniczony dopływ nieszkodliwej energii, a energia to wszak klucz do dobrobytu. Kto jednak będzie kontrolował to źródło? Czy w warunkach obecnych podziałów i systemów wartości, ludzie wzniosą się ponad dzielące ich bariery i stworzą nowe zasady współistnienia, czy raczej bohatersko zginą w imię opacznie pojętych ideałów?

A przy okazji... słownikowy szwajcar (z małej litery) to nie obywatel państwa Szwajcaria, tylko portier lub odźwierny. Tak to jest z językiem, o którym pisze z kolei p. Więsak.

Bez jednolitości w rozumieniu poszczególnych słów, nigdy nie dojdzie do porozumienia. Nie samo słowo bowiem jest ważne, ale jego znaczenie i interpretacja, a te mogą (choć wcale nie muszą) być dla każdego trochę inne. Dlatego istotnymi są znajomość definicji danego terminu oraz zrozumienie intencji zawartej w komunikacji słownej (mówionej i pisanej).

Język jest narzędziem używanym w celu przekazania informacji, albo służącym do osiągnięcia jakiegoś celu. Każdym narzędziem można się posługiwać albo sprawnie albo niezdarnie. Cel użycia słowa-narzędzia może też być bardziej lub mniej uczciwy. Jedni użyją go z intencją uczciwego porozumienia, inni w celu manipulowania rozmówcą, czy czytelnikiem. Nie język więc jest winnym ułomności (zalet) autora czy oratora, a on sam. Nie można więc powiedzieć, że to "język może coś opisywać i może też przypisywać ocenę/wartość", bo to używający języka człowiek ocenia i wartościuje, i to jego wiedza, inteligencja, kultura, samopoczucie itp. kształtują język, którym się posługuje.

Żeby czuć się dowartościowanym, doceniać osiągnięcia zarówno swoje jak i sąsiada i nie wahać się przed użyciem języka doceniającego sukces, należy zmienić samego twórcę języka. Czy można to zrobić (i jak?) gdy wolne (w miarę) media nadające ton gustom, poglądom i kulturowym standardom zarówno w Polsce jak i w USA, skupiają się, w przeważającej większości, na relacjonowaniu negatywów? Smutnym jest to, że przecież nie robią tego dla siebie, tylko dla "ludzi", dlatego że jest na to popyt. Ludzie tego chcą - dlaczego? Może dlatego, że żyją w stworzonej przez siebie rzeczywistości, gdzie takie rzeczy stały się ważne. Nie twierdzę wcale, że są one nieważne, bo z pewnej perspektywy wydają się istotne, ale wydaje mi się, iż świadome odpowiedzialności za swój wpływ na społeczeństwo media winny raczej nagłaśniać pozytywy, a nie żerować na niższych instynktach, które karmią się sensacją wprowadzającą chaos.

Media to wszak też ludzie, więc wszystko sprowadza się właściwie do tego, jaki świat stworzą dla siebie ludzie - człowiek dla człowieka, dorosły dla dziecka, miasto dla wsi, kraj dla kraju.

Wracając do kwestii różnic między USA i Polską w zakresie postaw obywateli tych krajów w stosunku do własnych i czyichś osiągnięć wydaje się, iż przyczyn niskiej samooceny Polaków należałoby szukać nie w języku, ale w kulturze, która dla każdego środowiska jest inna i mając korzenie w przeszłości, kształtuje się dziś i jutro będzie inna, niż wczoraj.

Wydaje się też, że korzystne zmiany w podejściu Polaków do tej kwestii są już dość dobrze widoczne. Prawdopodobnie z czasem, przy naturalnym wygasaniu wpływu czynników hamujących proces uwspółcześniania świata i mimo występującego naturalnie u człowieka poczucia urojonej czy rzeczywistej niższości, takie postawy przejdą do historii.

W kwestii językowo-kulturowej:
Codziennie ktoś do mnie mówi: "Hi Bolek, how are you!", a ja słyszę: "Hi Bolek, bla bla bla!" i odpowiadam: "I am good! Thank you", a myślę: "Bla bla bla! Thank you" i życie płynie dalej swoim torem.

Komentarze | Dodaj

Widzenie świata

16 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

Analizując matematycznie równanie 2+2=4 można powiedzieć, że lewa strona równa się stronie prawej.

Patrząc na nie natomiast okiem filozofa, można z całą pewnością stwierdzić, że po obu stronach znaku równości istnieją dwie różne rzeczywistości - jedna składa się z dwóch dwójek rozdzielonych znakiem plusa, a druga z jednej tylko cyfry cztery.

Jeżeli założyć, że racja może leżeć tylko po jednej stronie, to słuszność ma matematyk, czy filozof?

Komentarze | Dodaj

O czym to świadczy?

12 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

W 1966 r. John Lennon powiedział, mając obiektywnie rzecz biorąc rację, "We're more popular than Jesus now" i w Stanach rozpętała się histeria, której oficjalny kres położył Watykan (po ponad czterdziestu latach!) "wybaczając" sławnemu muzykowi "grzech". Dziś Kid Rock śpiewa głośno "Get on your knees - I'm your rock'n'roll Jesus" i nic się nie dzieje. O czym to świadczy?

Komentarze | Dodaj

nie ma takiego kto by nie chciał

11 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

nie ma takiego kto by nie chciał
być pięknym zdrowym wartościowym
czyś ze wsi czy z wielkiego miasta
tak właśnie jest... tak jest i basta

to tak jak dzień przychodzi po nocy
jak data się zmienia o północy
jak deszcz jest mokry kamień twardy
smrodek jest przykry a gbur hardy

tak jest czy jesteś kontra czy też pro
tak jest i już - to status quo

więc gdy nie jesteś rozumiany
czujesz się jakby w grunt wdeptany
wiedz że ty sam masz moc zmiany na lepsze
po prostu nie kładź swych pereł przed wieprze

Komentarze | Dodaj

piękno jest rzeczą gustu

10 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

by pięknym nie był byle śmieć
książę czy kmieć
gust trzeba mieć

Komentarze (10) | Dodaj

czy można...

7 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

czy można zachować bezstronność
w dwubiegunowym świecie?

Komentarze (1) | Dodaj

Dobry początek roku

2 lutego 2009 r.

Bolesław Łucki

Raport, który otrzymuję miesięcznie, wskazuje, iż stroną boleslawlucki.com zainteresowanych było w styczniu br. 7743 internautów. W ciągu pierwszych 31 dni roku 2009 stronę otwarto 20321 razy!!!

Średnio dziennie 655 internautów zasiadało więc przed komputerami bezwiednie dzieląc swoje wrażenia z kilkoma setkami ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Donosząc o tym fakcie chciałbym podziękować wszystkim za zainteresowanie witryną i zachęcić czytającego te słowa, by szedł w ślady Maggie, frondy, czy sybaryty i włączył się do dyskusji na tematy podnoszone w blogu, korzystając z pustego okienka, które ukazuje się u dołu każdego wpisu po kliknięciu w "Komentarze". Logowanie jest niezwykle proste i anonimowe. Wszak porozumieć się można tylko rozmawiając, a dojść do wspólnych wniosków wyłącznie drogą kompromisu.

Ktoś powie "a po co się porozumiewać, po co dochodzić do wspólnych wniosków"? Moim zdaniem, jest to jedyna droga dla zapewnienia lepszego życia naszym dzieciom.

Komentarze | Dodaj