Zasady

28 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

Jest taka zasada (nie tylko w policji), że dla zachowania bezstronności i obiektywności, postępowanie ustalające jakiekolwiek okoliczności, winno być prowadzone przez ludzi, którzy nie mają osobistych koneksji i doświadczeń związanych z przedmiotem i podmiotami postępowania. Opinie, sądy, czy rekomendacje wyrażane przez osoby mające osobiste powiązania z tematem, będą miały bowiem zawsze charakter osobisty, często emocjonalny, i nawet jeśli będą wyglądały w miarę miarodajnie, rezultaty ich pracy mogą być uznane za niewiarygodne.

Inną dobrą zasadą w takich postępowaniach jest początkowe założenie niewinności i dobrych intencji podmiotów postępowania do czasu, gdy fakty jednoznacznie wskażą, że jest inaczej. Nie liczą się tu postępki rodziny podmiotów, ani ich znajomych, czy ziomków, mówiących ich językiem. Nie liczą się też zaszłości niezwiązane bezpośrednio z przedmiotem i podmiotami postępowania.

Jeszcze inną jest zasada niewyciągania zbyt daleko idących wniosków, czy spekulowania na bazie nie do końca wiarygodnych danych. Tego rodzaju manewrowanie informacją nie jest profesjonalne i nie powinno mieć miejsca nie tylko w pracach dochodzeniowo-badawczych, ale i w ogóle w życiu.

Tylko tak można dojść do jako takiego porozumienia i tylko tak budować dobrą przyszłość.

Uważam, że są to bardzo dobre zasady i sam stosuję je możliwie w każdych okolicznościach. Zdaję sobie sprawę, iż w miarę bezstronne spojrzenie nie zawsze jest łatwe, ale mając tę wiedzę, ci bezpośrednio, czasem nawet boleśnie, zaangażowani w sytuacje, które badają, czy opisują w celu zaoferowania swojej opinii czy rady, będą formułowali swoje wypowiedzi ostrożniej i obiektywniej.

Komentarze (1) | Dodaj

istnienie to droga

24 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

istnienie to droga
do przebycia
i choćby nie wiem
jak unikać
przeżycia życia
trzeba się z nim
borykać

Komentarze (3) | Dodaj

wielkość urojona...

24 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

pod lupą
każdy pryszcz
jest wielki

Komentarze (2) | Dodaj

Karta Polaka

20 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

Zapraszam do Postaw 72 - tu obok - w których tym razem pan Julian komentuje, proponowany Polakom ze "wschodu", nowy dokument z orłem.

Komentarze (1) | Dodaj

Być Polakiem...

11 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

Temat utrzymania języka polskiego w środowiskach polonijnych wraca co jakiś czas na łamy PAP PdP, albowiem jest to problem bardzo mocno związany z kulturą narodową i z szeroko pojętą polskością.

Każdy, kto czuje się Polakiem, chce nim być... jeden bardziej, drugi mniej, jeden w taki, drugi w inny sposób, ale co to właściwie znaczy być Polakiem? Czy ktoś, kto nie zna języka polskiego jest Polakiem? Czy Polakiem jest ktoś, kogo łączy z polską kulturą jedynie to, że miał dziadków Polaków? Czy Polakiem jest syn pary Chińczyków urodzonych i mieszkających od lat w Polsce? W którym miejscu zaczyna się bycie Polakiem, a w którym kończy? Nie odpowiem na żadne z tych pytań, bo jednoznacznych odpowiedzi na nie po prostu nie ma.

Pielęgnacja języka i kultury nie zależy od instytucji, ani od władz, ani od państwa, ani od żadnej innej sztucznie stworzonej struktury, tylko od wychowujących swoje dzieci ludzi. Od ich charakteru, przekonań, potrzeb, wrażliwości. Nie da się tu zrzucić odpowiedzialności na innych - jeżeli rodzice nie zadbają o polskość swoich dzieci, to nikt tego za nich nie zrobi - żadna instytucja, za żadną cenę. Pisałem na ten temat w listopadzie ubiegłego roku i w "Postawach" nr 71 z grudnia 2007 r.

Język jest bardzo istotnym elementem kształtującym nie tylko kulturę, ale i sposób widzenia świata. Bez znajomości języka nie można być pełnowartościowym przedstawicielem żadnego narodu, chyba, że mówimy o obywatelstwie - administracyjnym "przydziale" człowieka do wydzielonego granicami terenu nazywanego państwem (a nie krajem).

Nie jestem więc do końca przekonany o celowości "walki" o język w warunkach, gdy świat zaczyna się jednoczyć i z chaosu zaczyna wyłaniać się zarys kultury globalnej z uniwersalnym językiem angielskim, którym mówią nawet Chińczycy.

Kanada jest kotłem, w którym miesza się tyle kultur i języków... a mówi się już o narodzie kanadyjskim(?) - czy to ma sens?

My, jako rodzice, zrobiliśmy już co mogliśmy. Być może więc lepiej byłoby nie ubolewać nad odchodzeniem dzieci od tego, co my uznajemy za "polskość", pozostawić sprawy własnemu biegowi i dać każdemu wolność wyboru języka i kultury? Może wtedy szybciej będziemy funkcjonować jako planeta?

Komentarze | Dodaj

Przyszłość narodów...

3 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

Zastanawiam się, dlaczego przyszłość człowieka na tej planecie jest ściśle związana z rozwojem naukowo-technicznym.

Fascynacja maszyną zaczęła się już dwieście lat temu i ciągle nie maleje. Kierunek "rozwoju" wyznaczony przez naszych pradziadków jest konsekwentnie realizowany przez kolejne generacje mimo wyraźnych znaków na niebie i ziemi, że niczego dobrego to nie wróży.

Mechanizacja, automatyzacja, komputeryzacja, niekontrolowany rozwój miast, aglomeracji, wzrost tempa modernizacji środowiska, nieliczenie się z kosztami ponoszonymi przez naturę w wyniku pogoni człowieka za "łatwym" i "wygodnym" życiem - czy to jest nasza przyszłość?

Wyobraźnia naukowców, inżynierów i twórców ciągle mierzy w kierunku udoskonalania technologii, sterylności i podnoszenia komfortu życia człowiekowi. Byle więcej, szybciej, wydajniej... bez względu na koszt. Czy to jest jedyny kierunek rozwoju cywilizacji? Czy to w ogóle jest rozwój, czy może upadek?

Wszyscy wiedzą, że odporność i siłę zdobywa się poprzez wystawianie się na trudności i niebezpieczeństwa. Jaki sens ma przejechanie iluś tam kilometrów samochodem, by później "przejść" dwa razy więcej na elektrycznej bieżni (treadmill)? Jaki jest cel zastąpienia łopaty do odwalania śniegu spalinową odśnieżarką, by chwilę potem w piwnicznej siłowni powiększać obwód bicepsów na ławeczce ze sztangą?

Właściwie rozumiany dobrobyt jest ściśle związany z czystością środowiska i równowagą ekologiczną. Co z tym ma wspólnego maszyna i paliwo ją napędzające. Co miliardy ton nierozkładalnych naturalnie produktów i odpadów rozwijającej się (czy upadającej) cywilizacji? Co rabunkowa eksploatacja środowiska?

Czy gdzieś na świecie, w kajetach futurystów, istnieją koncepcje rozwoju, którego celem jest restauracja równowagi ekologicznej i w miarę harmonijne wpasowanie człowieka w środowisko gdzie czysta woda i powietrze są rzeczą n a t u r a l n ą?

Pewnie są... ale dlaczego tylko w kajetach?

Komentarze | Dodaj

Mono, mono...

1 lutego 2008 r.

Bolesław Łucki

Monokini jest dużo atrakcyjniejsze, niż monoteizm.

Komentarze | Dodaj