to śpiewamy...

22 stycznia 2012 r.

Bolesław Łucki

            
Foto: Lech Gałęzowski
Wczoraj wystąpiliśmy w ramach Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W Polsce finał już się skończył, a u nas z jakiegoś powodu był poślizg. Może dlatego, że temperatury bardzo spadły - bywało że i poniżej minus 30 stopni. Ważne jednak, że dochód z koncertu i zabawy zasili kasę, z której dokona się zakupu urządzeń medycznych ratujących życie. Impreza była wspaniała. W koncercie wystąpili prawie wszyscy lokalni "znani i lubiani", a tym, którym tzw. okoliczności nie pozwoliły na obecność na scenie, czy w ogóle na sali, wypada powiedzieć żałujcie, bo jest czego!!!

Komentarze | Dodaj

Tradycja

2 stycznia 2012 r.

Bolesław Łucki


Tradycja rzecz piękna. Nie ma co do tego cienia wątpliwości. Ale co to jest tradycja? Skąd ona się bierze? Jakie płyną z niej korzyści i dla kogo?

Powszechnie uważa się, że tradycjami są obrządki, zwyczaje, czy jakieś specyficzne czynności i normy przestrzegane w danej społeczności regularnie i przekazywane z ojca na syna przez jakiś czas. Jak długi czas? Tego nikt nie definiuje. Jedynym wymogiem jest, jak się wydaje, okoliczność przechodzenia danej czynności z pokolenia na pokolenie. Tradycją może być więc nazwane coś, co trwa dwadzieścia lat jak i dwadzieścia tysięcy lat. Mając więc ustaloną kwestię czasu, możemy zająć się następną okolicznością związaną z tradycją.

Polska biblia językowa czyli „Słownik języka polskiego” PWN dodaje do definicji tradycji pojęcie ciągłości, czyli nieprzerwanego stosowania obrządku, zwyczaju, itp. Wynikałoby z tego, że przerwana z jakichś powodów tradycja, przestaje być tradycją, co w końcu jest całkiem zrozumiale. Jak czegoś nie ma, to nie ma.

Biorąc pod uwagę kryterium przechodzenia tradycji z pokolenia na pokolenie, w celu ogłoszenia przejścia tradycji w stan niebytu niezbędne są przynajmniej dwa pokolenia wolne od stosowania danej tradycji. Czy można jednak wrócić po takiej przerwie do jakiejś tradycji i określić ją tym samym mianem? Bez ciągłości nie ma wszak tradycji. Wydaje się, że przywrócona tradycja będzie tradycją nową. Wyciągnięta z przeszłości, będzie zawsze bardziej lub mniej zabarwiona współczesnością. Czy jednak, jeżeli taka nowa-stara tradycja będzie się odwoływała do wartości wysoko cenionych przez społeczność w czasach jej pierwotnego stosowania, to czy nie zasługiwałaby ona na takie samo miano? Wydaje się, że tak, ale w końcu nie nazwa się liczy, tylko sama tradycja i jej znaczenie dla społeczności.

No dobrze – ktoś powie – a jeżeli jakiś zaproszony, albo, co gorsza, nieproszony gość, z obcej społeczności, zawita w nasze progi i zacznie wprowadzać swoje tradycje? Co wtedy? Przecież te tradycje nie będą nasze. Można się wtedy przed nimi bronić albo je adaptować. Czasem wystarczy tylko znaleźć sposób by dopasować nasze do ichnich. Można też pozmieniać nazwy albo przesunąć nieco terminy obchodów by zadowolić gościa i samemu zbyt dużo nie stracić.

Wynik kolizji obcych sobie tradycji występujących na jednym obszarze jest zależny od determinacji lokalnej społeczności do zachowania swojej własnej tożsamości i od siły przekonywania czy przebiegłości gościa. Chytry czy groźny, albo i chytry i groźny, gość potrafi być na tyle przekonywujący, że kwestią czasu może być fakt, iż obca tradycja nabierze lokalnego charakteru. Społeczność podda się w końcu i zacznie obchodzić obcą tradycję jak swoją własną. Tym huczniej im dalej od jej wprowadzenia. Tak bywa bardzo często. Zbyt często. A kto na tym zyskuje?

Czy to jest dobrze czy źle, nie wiem. Wydaje się, że wszystko zależy od kryteriów oceny. Od tego czy uzna się tradycję za swoją, czy nie. Gdy jakiejś wspólnocie zależy na zachowaniu tożsamości, zdolność ochrony własnych tradycji będzie zdecydowanie większa, niż w przypadku gdy społeczność uzna wyższość tradycji napływowej.

Nieco (tylko) inaczej wygląda problem tradycji w przypadku społeczności zaślepionej realną czy urojoną wielkością sąsiada, którego chce się naśladować. W tym przypadku moje przeświadczenie o charakterze takiej społeczności jest zdecydowanie negatywne. Własna droga do szacunku dla samego siebie wydaje się o wiele lepszą, niż dowartościowywanie się zapożyczonymi wzorcami z tzw. (choćby najbliższej sercu i duszy) zagranicy.

W idealnych warunkach każda społeczność winna kreować swoją rzeczywistość sama i kwestią wyboru jest jak taka rzeczywistość będzie wyglądała. Tradycja będąca mieszaniną lokalnych obrządków, zwyczajów i poglądów z pochodzącymi z bardzo dalekich czasem stron obcymi wzorcami i zachowaniami, które akceptuje się dobrowolnie czy nie, zaciera autentyczność kulturową społeczności.

Dziś jednak idzie się drogą, którą iść się musi, a nie wybranym przez siebie szerokim trotuarem. Co będzie jutro...

PS. Chciałbym jeszcze dodać, że, wbrew twierdzeniom niektórych, tradycja nie ma żadnego związku z państwowością. Mianem tradycji określa się zwyczaje, obrządki itp. spełniające jedynie kryterium ciągłości przekazywania ich z pokolenia na pokolenie.

Komentarze | Dodaj