nie płacz...

12 września 2017 r.

Bolesław Łucki

nie szukaj mnie...
będę wtedy cały
tam
gdzie
mnie
nie
ma

Komentarze | Dodaj

Jeszcze trochę lata

31 sierpnia 2017 r.

Bolesław Łucki

Po tak pięknym lecie i kanadyjska zima nie będzie straszna. Mam nadzieję, że to nie pobożne życzenie... odpukać. Za kilka dni będzie 29 lat mojej kanadyjskiej połowy życia. Muszę definitywnie stwierdzić, że, mimo iż każdy kolejny rok wydaje się fizycznie jakby nieco cięższy, to klimatycznie następuje systematyczna poprawa. Na tym globalnym ociepleniu kanadyjskie prerie wychodzą chyba najkorzystniej.

Komentarze | Dodaj

A jednak…

12 sierpnia 2017 r.

Bolesław Łucki

Dlaczego ludzie nie traktują tego, co słyszą dosłownie? Dlaczego docierający do nich przekaz jest poddawany obróbce, polegającej na zastosowaniu domysłu: „co też autor chciał przez to powiedzieć”.

Interpretacja komunikatu na podstawie własnych definicji pojęć, użytych w przekazie, prowadzi w 100% do zniekształcenia meritum przesłania. To przecież zawsze prowadzi do nieporozumień. A czasem nawet do konfliktów o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

Z drugiej znów strony, czytelność komunikatu często pozostawia większy lub mniejszy margines na interpretację. Skąd się bierze i czemu ma służyć nieczytelny przekaz?

Nikt, kto posługuje się prawidłami logiki klasycznej i sięga myślą (im dalej, tym lepiej) poza własny, wąsko pojęty interes, nie powinien kwestionować powyższego toku rozumowania. A jednak…

Komentarze | Dodaj

niby...

27 lipca 2017 r.

Bolesław Łucki

niby jest prezydent
niby jest premier
niby jest rząd
niby jest opozycja
a z ław niby parlamentu
rządzi krajem szeregowy poseł
na etacie kierownika partii
(mającej poparcie 30% elektoratu)
i bezpardonowo
"bez żadnego trybu"
wprowadza w państwie normy
określające prawa i obowiązki
38. milionów obywateli
co to za niby kraj?

Komentarze | Dodaj

Słowa, słowa...

25 lipca 2017 r.

Bolesław Łucki

Cyt.: „[...] Patrzyłem na jego głowę i jego rękę. Jego głowa! Jego ręka! Ręka gotowa zabić w imię dzieciństwa. Przedłużeniem bzdury, przez niego rojonej, był skrwawiony bagnet… Dziwna istota - o głowie zamroczonej i błahej, o ręce groźnej. Nasunęła mi się myśl, niezbyt wyraźna i niedomyślana, którą jednak pragnę tutaj zanotować… To brzmiałoby mniej więcej tak: jego głowa jest wypełniona chimerami, więc godna politowania; ale jego ręka ma dar przetwarzania chimer w rzeczywistość, jest zdolna do stwarzania faktów. Nierzeczywistość zatem od strony głowy, rzeczywistość od strony ręki… i powaga od jednego końca…

Może i wdzięczny mu jestem, że mnie przywrócił dawnym niepokojom. Pewność siebie inteligenta, intelektualisty, artysty, która mi narasta z wiekiem. To kiepskie! Pamiętać, że ci, co nie piszą atramentem piszą krwią.”

Komentarze | Dodaj

Kanada ma 150 lat

1 lipca 2017 r.

Bolesław Łucki

Kilka luźnych uwag na temat:

Kanada hucznie obchodzi swoje 150 urodziny. Nie wszyscy jednak mają powody do świętowania. Dla niektórych rdzennych mieszkańców naszego wielonarodowego kraju to „święto kulturowego ludobójstwa”. Wiele z tego, co mówią, to prawda. W obu Amerykach, skolonizowanych przez Europejczyków, stało się wiele złego. Oceniając sytuację, należy jednak pamiętać, że mówimy o procesach zachodzących na przestrzeni setek, a czasem nawet tysięcy, lat.

Zło i dobro są terminami relatywnymi, podlegającymi ocenie według kodu tworzonego w określonym czasie dla potrzeb danej grupy etnicznej. Co dla jednych jest złe, dla drugich bywa zwykle dobre. Bywa i tak, że co dziś jest złem, jutro okazuje się być dobrem. Na całym świecie, nawet w jednorodnych kulturach czy cywilizacjach, dzieje się czasem dobrze, czasem źle. Tak zawsze było i zawsze będzie. Obojętnie czy w epoce kamiennej, czy w średniowieczu, czy też obecnie, wszystko zależy od człowieka.

Starzy ludzie mówią, że każdy jest kowalem swojego losu. Ta odwieczna prawda jest boleśnie odciśnięta w historii każdego gatunku, zamieszkującego naszą planetę. Wiele z nich wyginęło wyłącznie dlatego, że z sąsiednich terenów przyszli silniejsi.

Antropolodzy wyróżniają dziewięć grup etnicznych człowieka. Każda z nich posiada inne cechy, odróżniające je od innych. Czasem diametralnie. W zetknięciu, może albo iskrzyć, albo układać się całkiem dobrze. Wszystko zależy od człowieka, od jego kultury, wierzeń, dobrej woli i pracowitości.

Na styku dwóch odmienności zawsze dochodzi do większych lub mniejszych konfliktów. O sposobie ich rozwiązywania decydują obie strony. Wyjątkowo bywa, że odmienności się uzupełnią i harmonijnie łącząc, stworzą nową jakość. Czy w Kanadzie tak właśnie będzie, zależy tylko od nas.

Komentarze | Dodaj

Ciągle Gombrowicz

7 czerwca 2017 r.

Bolesław Łucki

Fascynacja Gombrowiczem jakoś nie chce mi minąć.

Co rusz to sięgam do jego Dzienników i nie mogę wyjść z podziwu dla klarowności rozumowania mistrza.

Tym razem śmiech mnie ogarnął, gdy trafiłem na fragment dotyczący opinii autora na temat natury wyborów w Argentynie. Oto co przeczytałem:

„Niedziela […] natomiast pragnę zapisać, że nie przestaje zdumiewać mnie akt wyborów. Ten dzień, w którym głos analfabety znaczy tyle, co głos profesora, głos głupca co głos mędrca, głos posługacza co głos potentata, głos rzezimieszka co głos cnotliwego, jest dla mnie najbardziej pomylonym z dni. Nie rozumiem jak ten akt fantastyczny może wyznaczać na kilka następnych lat coś tak ważnego w praktyce, jak rządy krajem! Na jakiejże bajce opiera się władza! Jakim sposobem ta pięcioprzymiotnikowa fantastyczność może stanowić podstawę bytowania społecznego?”

Skojarzenie z sytuacją w Polsce, pół wieku po tych słowach, nasunęło mi się nieomal automatycznie. Pytanie, jakie w związku z tym sobie zadaję, brzmi: jeżeli poziom klasy rządzącej Polską jest na świecie oceniany obecnie dość nisko w porównaniu z innymi państwami, to jaki musi być poziom typowego polskiego obywatela, właściciela ręki wrzucającej głos do urny?

Komentarze | Dodaj

Jeszcze o Gombrowiczu

17 maja 2017 r.

Bolesław Łucki

W Dziennikach Gombrowicza jest fragment o malarstwie.

Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że Gombrowicz jest literackim geniuszem. Chociaż limitowanie talentów Gombrowicza wyłącznie do literatury byłoby niesprawiedliwe dla mistrza.

Gombrowicz był myślicielem i filozofem rozpatrującym życie z wielu punktów widzenia. Jednocześnie potrafił w tym gąszczu wytyczyć logiczną ścieżkę prowadzącą do jedynej, mającej sens, konkluzji. Był wrogiem konformizmu i konwenansów, co wielokrotnie sprawiało mu kłopoty. Niewielki to jednak miało wpływ na jego stanowisko.

Będąc kiedyś w środowisku malarzy dyskutujących swoje artystyczne osiągnięcia, bezpardonowo zaatakował sens przelewania rzeczywistości na płótno. Wręcz podważył w ogóle sens istnienia sztuki malarskiej. Czytając to, co napisał na temat swojego wywodu, ciężko się z nim nie zgodzić, choć na pierwszy rzut oka jego rozumowanie wydaje się absurdalne. Argumentował na przykład, że „pędzel […] nie jest w stanie oddać aspektu plastycznego świata. Gdyż świat, to forma ruchu. Nawet gdy kształt jest nieruchomy, światło, powietrze się zmienia. A wy na płótnach waszych skazujecie naturę na paraliż odbierając kształtowi jego życie: ruch.”

Nakreślił również krótko swój pogląd na rozwój malarstwa poczynając od malarskich prób odtwarzania natury. Twierdził, że „natura maluje lepiej. Żaden Tycjan nie namaluje twarzy tego rybaka z równą doskonałością […]. Nie mogąc tedy sprostać naturze zaczęto ratować się ‚duchem’. […] Tu wszakże wylazła na wierzch zmysłowość malarstwa, z istoty swojej przeciwna malarstwu. Co począć z tym duchem, mając do czynienia prawie wyłącznie z materią? Wpompować go w obraz jako podniosłą treść - jako anegdotę?… Ależ byłby to duch doczepiony, zgoła komiczny!”

Kolejny etap rozwoju malarstwa Gombrowicz identyfikuje z kryzysem idei odwzorowywania na płótnie elementów płynących z kierunku modelu… „[…] malarz musi wyrazić nie naturę zewnętrzną i nie ducha, ale swoje widzenie natury… czyli siebie samego […]. Poczęto tedy deformować obiekt. Ale jakże wyrazić siebie malarstwem pozbawionym ruchu? […] Życie to ruch. […] Zauważcie, że mam na myśli ruch prawdziwy, nie zaś sugestię ruchu, jaką daje malarz szkicując np. skaczącego konia.”

W braku możliwości przekazania obrazem głębszych treści Gombrowicz upatruje siłę, która doprowadziła do poczęcia malarstwa abstrakcyjnego. Porównując takie malarstwo do literatury czy muzyki Gombrowicz wyraźnie stawia ten pierwszy gatunek sztuki daleko za innymi, nazywając malarzy męczennikami niezdarnego instrumentu jakim jest pędzel. Argumentuje to głównie tym, że „ono się nie rusza, lub, ściślej mówiąc jest zastygłym ruchem […] obraz abstrakcyjny jest jak jeden jedyny akord… to tak, jakby muzyk zaprosił na koncert i poczęstował jednym tylko akordem.”

Protesty malarzy skwitował stwierdzeniem: „do diabła z tym waszym malarstwem! Już mi się przejadło. Dość tej manii!”

Wartość malarstwa, w całym spektrum artystycznej działalności człowieka nazywanej generalnie sztuką, jest dla Gombrowicza wynikiem działania mechanizmów sterujących społeczeństwem. Uzasadnia to w taki sposób: „obraz, mimo wszystko, jest ładny - nieprawdaż? Służy do ozdoby. Powstał więc rynek na obrazy, podobnie jak na biżuterię. Zaczęto płacić, albowiem - parafrazując Pascala - jeśli na mojej ścianie wisi Tycjan to znaczy, że jestem kimś z kim trzeba się liczyć, gdyż jestem bogaty.”

Rozumowaniu mistrza nie można odmówić logiki. Trudno jednak definitywnie stwierdzić co stało za tak jednoznacznie negatywnym stanowiskiem wobec sztuki, która cieszy się jednak olbrzymią popularnością. Przypuszczam, że może to być przewaga atrakcyjności rynkowej malarstwa nad literaturą i wynikająca z tego pozycja Gombrowicza zarówno w społeczeństwie jak i w historii pisanej przez to społeczeństwo.

Komentarze | Dodaj

Sondaże

17 maja 2017 r.

Bolesław Łucki

Sondowanie opinii publicznej ujawnia nie tylko popularność polityka poddanego ocenie. Wynik sondażu jest również miarodajnym wskaźnikiem poziomu społeczeństwa. Dlaczego nikt z tej wiedzy nie korzysta?

Komentarze | Dodaj

Gombrowicz - Dzienniki

26 kwietnia 2017 r.

Bolesław Łucki

Właśnie skończyłem czytać Dzienniki Gombrowicza. Niezwykła lektura dla każdego, kogo interesują losy emigranta i jego spojrzenie na świat i Polskę w latach 1953-1966.

Perspektywa autora jest bardzo osobista i szczera. Gombrowicz niczego nie owija w bawełnę. Wali czytelnika w łeb swoimi obserwacjami i przemyśleniami bez żadnych skrupułów. Jest autentyczny i logiczny. Był podziwiany przez wielkich, acz swoją działalnością, nie tylko literacką, potrafił do siebie zrażać. Nic dziwnego, że nie cieszył się uznaniem szerokiej publiczności. Kto jednak jest w stanie popatrzeć na świat i siebie z dystansem, pozwalającym na obiektywizm, powinien skorzystać z jego doświadczeń, spisanych przecież nie z myślą o korzyści dla samego autora, tylko dla potomnych.

Polecam.

Dla zachęty przytoczę akapit umieszczony (przypuszczam, że świadomie i z rozmysłem w celu wywołania w czytelniku odpowiedniej reakcji) przez Gombrowicza na samym końcu Dzienników:

„[…] A co się tyczy samejże, żeby tak się wyrazić, świńskości, to znałem pewnego Polaka, który zapadał w długie rozmyślania. Po czym, ocknąwszy się, mówił:
- Świnia świni tyłek ślini.
- Co masz na myśli? - zapytałem w końcu.
Odpowiedział:
- Myślę o Polakach.”

Komentarze | Dodaj