20 sierpnia 2008 r.
krętacz swoje myśli
w zgrabne słówka stroi
niepodobna poznać
co za nimi stoi
więc gdy sytuacji
nie widzisz klarownie
daj sobie z nim spokój
załatw go odmownie
20 sierpnia 2008 r.
krętacz swoje myśli
w zgrabne słówka stroi
niepodobna poznać
co za nimi stoi
więc gdy sytuacji
nie widzisz klarownie
daj sobie z nim spokój
załatw go odmownie
12 sierpnia 2008 r.
nikt jeszcze nie pokonał czasu
nie siegaj czegoś co jest już za tobą
12 sierpnia 2008 r.
słodkie słowko dziewczyny
za którym nie idą czyny
11 sierpnia 2008 r.
Zachęcony wynurzeniami australijskich emigrantów opisujących na łamach portalu PAP Polonia dla Polonii swoje losy w krainie kangurów, zapisałem też swoje.
Droga do tzw. sukcesu nigdy i nigdzie nie jest prosta. Szczególnie w środowiskach, gdzie się odstaje od otoczenia w obojętnie jaki sposób. Kwalifikacje akademickie to dużo, ale zdecydowanie nie wszystko. Trzeba jeszcze dużo samozaparcia i cierpliwości, żeby dojść do wytyczonego sobie celu. Kolejne kłody, rzucane pod nogi "obcemu" na rynku pracy, można tłumaczyć sobie (i innym) dyskryminacją, rasizmem, czy jakimkolwiek innym traktowaniem, ale czy to pomoże w dojściu do stanowiska na jakim sami siebie widzimy?
Moja emigracyjna historia wygląda w dużym skrócie tak: w Polsce, dzięki własnemu wysiłkowi byłem, jak to mówią niektórzy, "kimś" na tyle, na ile się dało, będąc bezpartyjnym obywatelem w państwie "socjalistycznym". Należałem nawet do dwóch oenzetowskich organizacji, ale zawsze byli inni, lepsi ode mnie, w czym zresztą nie było nic dziwnego. Wiadomo - tak było... i tak jest wszędzie.
Kanada przyjęła mnie normalnie - jak obcego. O pracę w moim zawodzie było ciężko, o czym wiedziałem, bo mówiono mi to w ambasadzie kanadyjskiej jeszcze przed wjazdem. Zasiłku też nie mogłem dostać, bo byłem za nowy i nie liczyło się nawet czy mam dzieci na utrzymaniu, czy nie.
Niezwykle szczęśliwym zrządzeniem losu, dostałem w tym czasie z ONZ propozycję dwuletniego kontraktu na Cyprze, który bez wahania przyjąłem. Po powrocie jednak poszukiwanie pracy trwało tak długo, że wylądowałem jednak na zasiłku dla bezrobotnych. Teraz już bylem tu wystarczająco długo, żeby się kwalifikować do kasy państwowej, acz chodzenie od biura do biura w poszukiwaniu pracy było dalej moją codziennością przez następnych kilkanaście miesięcy. Desperacko próbowałem wyprosić w urzędach, które mi wypłacały zasiłek na utrzymanie rodziny, jakieś kursy, dzięki którym mógłbym się lepiej dopasować do rynku pracy, ale mi odmawiano, twierdząc, że mam za wysokie kwalifikacje, żeby je teraz zmieniać.
W końcu mój nieco wymuszony upór dał rezultaty i dostałem pracę - na szczeblu federalnym, ale... po sześciu miesiącach ja straciłem. Powód - brak obywatelstwa, którego mi nie przyznała prowincjonalna instancja sądu w Quebec mimo, iż się kwalifikowałem, aby to obywatelstwo otrzymać. Mógłbym to różnie interpretować, ale zamiast złorzeczyć i wygrażać społeczeństwu kanadyjskiemu lub jego poszczególnym przedstawicielom, złożyłem odwołanie do sądu federalnego, który po dalszych dwunastu zasiłkowych miesiącach uchylił decyzję sądu prowincjonalnego, dopatrując się poważnych uchybień proceduralnych. Zaraz potem dostałem ofertę z Winnipegu, którą znów bez wahania przyjąłem (kto by nie przyjął) i voila - po piętnastu latach pracy w federalnej firmie, w której też niejednokrotnie musiałem się "bić o swoje" (samo życie), przejdę na zasłużoną państwową emeryturę i zamierzam dalej być człowiekiem szczęśliwym i korzystać z życia najlepiej jak się da, czego i wszystkim emigrantom życzę.
Dodam jeszcze na koniec, że jest to bardzo generalny zarys mojej "walki o byt". Obfitowała ona w znacznie większą ilość potyczek z, mającymi poszufladkowane według przepisów życie, miejscowymi "czynnikami". Bez tego nie doprowadziłbym moich planów do jakościowo satysfakcjonującego końca. Zawsze jednak wiedziałem czego chcę i potrafiłem, czy może miałem szczęście, znaleźć kogoś, kto mi pomógł w dojściu do celu. W obliczu trudności człowiek ma zawsze dwa wyjścia: pokonać je albo się poddać...
10 sierpnia 2008 r.
Jeżeli przyjąć, że wszechświat, w którym żyjemy, powstał w wyniku wielkiego wybuchu, to jedynym stałym punktem w czasoprzestrzeni jest miejsce, w którym ten wybuch nastąpił.
Czas i przestrzeń mają więc sens bezwzględny tylko w relacji do tego punktu, a powszechne rozumienie tych terminów ma się tak do rzeczywistości, jak intelekt (powstały dość przypadkowym zrządzeniem losu na planecie krążącej dookoła jednej z czterystu miliardów gwiazd w galaktyce nazwanej przez ten sam intelekt Drogą Mleczną) ma się do sokratesowego "oida ouden eidos".
Powyższe rozumowanie ma sens wyłącznie pod warunkiem nieistnienia innych wszechświatów.
7 sierpnia 2008 r.
Dedykuję wszystkim snobom, niezależnie od płci: "Do rana chłopaki jeździli po wsi i trąbili klaksonami z radości - opowiada pani Genowefa [...] Miss Polski 2008 Klaudia Ungerman ma 20 lat, ciemne długie włosy, wymiary 86-63-90. Lubi zupę grzybową i aktorkę Annę Muchę. Uwielbia tańczyć. Studiuje zarządzanie na Uniwersytecie Szczecińskim, ale mieszka w Wysiedlu."
1 sierpnia 2008 r.
19-latek, którego koledzy tydzień temu podpalili "dla żartu", zmarł w szpitalu oparzeniowym w Siemianowicach Śląskich
Mężczyzna został zabity przez niedźwiedzia około 500 metrów od centrum miasta Braszów w Rumunii - podały miejscowe władze.
Mężczyzna jadący autobusem linii Greyhound w Kanadzie zaatakował drugiego pasażera, dźgnął go nożem kilkadziesiąt razy, a następnie obciął mu głowę.
Zmarło miesięczne niemowlę, pozostawione w samochodzie w miejscowości Olot w Katalonii (północno-wschodnia Hiszpania).
Greccy lekarze stwierdzili śmierć mózgową u 20-letniego australijskiego turysty, brutalnie pobitego pod klubem nocnym na wyspie Mikonos.
Statystycy od wielu lat straszą eksplozją demograficzną i faktycznie, tempo zaludnienia Ziemi rośnie. 150 lat temu żyło na świecie niewiele ponad miliard ludzi, 50 lat temu już 2.5 mld, a obecnie około 5.8 mld. Najbardziej prawdopodobny scenariusz przewiduje, że w latach 2070-2080 liczba ludności sięgnie 10.6 mld.
18 lipca 2008 r.
najpierw były dwie płcie
niezbędne żeby się rozmnożyć
później ziemia się zaludniła
a krótko potem przeludniła
i pojawił się problem
równouprawnienia
6 lipca 2008 r.
Dzisiejszy New York Times (zobacz też tutaj) podaje sensacyjną wiadomość podważającą podstawy wiary chrześcijańskiej. Okazuje się, że wszystko już było! Nawet mesjasz... historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać - jak jest potrzeba wiary, to zawsze się znajdzie mesjasz z workiem pełnym najprawdziwszych, bo opartych na "wiarygodnych faktach", podań, legend i przekazów.