Polskie prawo

21 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Wicepremier Mateusz Morawiecki ogłosił światu, że w Polsce prawo nie jest najważniejsze.

Komentarze | Dodaj

Krajobraz po Szyszce

21 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Jan Szyszko, minister ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, zabrał się za porządkowanie polskiego środowiska naturalnego.

Komentarze | Dodaj

Historia z popielniczki

20 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Z paleniem papierosów to było mniej więcej tak. Jeszcze w podstawówce dokonała się pierwsza próba ogniowa. To była dobrze przemyślana akcja. Kolega przyniósł papierosa, a ja zapewniłem bezpieczne lokum w piwnicy w sąsiednim bloku. Wrażenie, pod względem doznań smakowych, było nijakie. Ani pozytywne, ani negatywne. Ale przeżycie emocjonalne przetrwało do dziś.

Druga próba miała miejsce w czasie wakacji na wsi. Na strychu u dziadka. Dziadek miał dwie fajki. Jedną prostą, zwykłą, powszechną, wypełnianą tanią machorką kilka razy dziennie. Drugą, świąteczną, z ozdobnym porcelanowym cybuchem. Owinięta szmatką czekała na niedziele i święta w szufladzie komody, pod stosem wykrochmalonej bielizny, i kusiła zapachem perfumowanej machorki. Próba skończyła się zawrotem głowy i resztą dnia spędzoną na sianie w stodole w stanie błogosławionego snu.

Później już byłem pełnoletni. Miałem dwóch bliskich kolegów. Jeden był sportowcem, drugi intelektualistą. Mieszkaliśmy blisko siebie i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, byliśmy w jednej klasie szkoły po drugiej stronie wielkiego miasta.

Intelektualista przewyższał nas nie tylko intelektem. Wiekiem też. I był nałogowym palaczem. Oczywiście, jak każdy palacz, narzekał na szkodliwość palenia i trudności z pozbyciem się nałogu.

Któregoś dnia, intelektualista był tak sfrustrowany widokiem swoich żółtych palców i nieświeżym oddechem, że postanowiłem mu pomoc. Założyliśmy się więc o to, że nauczę się palić i pokażę mu, jak łatwo pozbyć się nałogu. On twierdził, że mi się to na pewno nie uda. Zakład stanął, sportowiec przeciął i się zaczęło. Czy to z powodu wcześniejszych prób, czy taką mam już konstrukcję płuc, nauka palenia nie sprawiła mi absolutnie żadnego kłopotu. (Może z wyłączeniem kłopotów finansowych, ale to już całkiem inna historia.) Wprost przeciwnie. Było nawet przyjemnie i tak przecież dorosło! Niestety, jak to zwykle w życiu bywa, drogi młodzieńczych znajomości się rozchodzą, a nałogi zostają. Powszechnie wiadomo z jakim skutkiem. Przyszło mi więc już samemu mierzyć się z konsekwencjami nikotynowych przyjemności i próbami pozbycia się uroku dymka. Kilka z nich, co było do przewidzenia, zakończyło się niepowodzeniem. Za dużo było wkoło częstujących kolegów. Raz jednak, wykorzystując diametralną zmianę trybu życia, związaną z nadchodzącym obywatelskim obowiązkiem służby wojskowej, udało mi się rzucić palenie na całe trzy miesiące przed założeniem munduru. Niestety znów bez długotrwałych rezultatów. Wojsko wszak paliło.

Mijały lata, pracowałem, założyłem rodzinę, działo się dużo ale paczka Caro zawsze miała honorowe miejsce w pobliżu. Mieszkanie na dziesiątym piętrze bez windy musi się jednak, dla każdego palacza, skończyć zadyszką. Tak też i było w moim przypadku. Wymuszony sytuacją, przyszedł w końcu czas na bezpośrednią konfrontację z przemysłem tytoniowym.

W wyeliminowaniu szczodrości częstujących kolegów i współpracowników pomogła mi, paradoksalnie, paczka papierosów, noszona w kieszonce, w której mieszkała od piętnastu lat. Mając ją przy sobie nie było powodu by ulegać pokusom zbyt hojnych znajomków. Przetrwałem!

Zaraz potem był trzymiesięczny kontrakt zagraniczny, który znacznie przyczynił się do utrwalenia odporności na moc tytoniowego liścia. Korzyść nie tylko dla palacza, ale i dla najbliższych. Mój syn był pierwszym członkiem rodziny, który nie zaznał wątpliwej przyjemności delektowania się dymkiem z papierosa. I tak już zostało.

Komentarze | Dodaj

Megafotoreportaż

14 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Winnipeg ma opinię miasta mroźnego, o klimacie znacznie bardziej zbliżonym do Syberii, niż do tropików. Mieszkam tu już od ponad dwudziestu lat i po raz pierwszy (mam nadzieję, że nie ostatni) doświadczyłem wiosny w środku lutego. Jest to tym bardziej niezwykłe, że luty właśnie jest statystycznie najzimniejszym miesiącem na preriach. Sytuacja jest więc wyjątkowa i jako taką właśnie, postanowiłem ją uwiecznić.

Komentarze | Dodaj

Sen z wanny

5 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Wędkuję na molo. Pusta plaża. Błękit nad głową, błękit pode mną. Macham nogami. W oddali palmy. W wiaderku dwie ryby. Trzecią ciągnę na haczyku. Nagle włócznik. Nie wiadomo skąd. Przebił mi rybę mieczowatym nosem. Złapałem go bez trudu. Zabrałem rybę. To sen, więc wszystko możliwe. Miał pretensje. Nie wiem dlaczego.

Komentarze | Dodaj

Skostniałe impresje

2 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

Martwa natura z jajkiem

1 lutego 2017 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

Jajo Gombrowcza

27 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

W zatłoczonym pociągu z Hurlingham do Morón Witold Gombrowicz zauważył, że jajo to najstraszliwsza z bomb. Diabolicznie przewrotna, a jednocześnie przejmująco dziewicza logika.

Komentarze | Dodaj

Co nowego w polityce?

23 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Komentarze | Dodaj

Na zakręcie

22 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Kraje tworzące czołówkę tzw. zachodniej cywilizacji, wykazują coraz większe skłonności do separatyzmu, w tym separatyzmu ekonomicznego. Liderzy tych krajów podkreślają dziś z całą mocą zależność między dobrobytem w kraju, a zatrudnieniem na lokalnym rynku pracy.

W zachodnim systemie ekonomicznym wartość robocizny została stopniowo tak wyśrubowana, że finansowanie krajowej siły roboczej przestało być opłacalne. W rezultacie, olbrzymia część produkcji przeniosła się poza granice, tam, gdzie robocizna jest tania. Proces ten następował wolno dzięki czemu kraje zlecające produkcję jak i te, przejmujące fizyczną część procesu produkcyjnego, miały czas na dopasowanie swoich gospodarek do zmieniającej się sytuacji.

Rozdział projektowej i wykonawczej części procesu produkcyjnego między dwa, lub czasem więcej, państw, stworzyło możliwość doprowadzenia międzynarodowego rynku pracy do stanu jako takiej równowagi. Kraje wysoko rozwinięte i państwa taniej siły roboczej zostały w ten sposób ze sobą powiązane ekonomicznie.

Nie twierdzę, że taka sytuacja jest dobra czy sprawiedliwa, ale gdy najwyższą wartością jest dolar, taki rozdział wydaje się logiczny.

Niestety, a może na szczęście, nie samym pieniądzem człowiek żyje i taki układ nie może trwać wiecznie albowiem dewaluuje się w ten sposób kulturotwórcza zdolność narodu. Rozdział twórczości intelektualnej od tzw. robocizny powoduje odpływ wysoko wykształconych ludzi z krajów biedniejszych i bezrobocie w niższych klasach społecznych w krajach zachodnich. Wydaje się, że ten fakt ma decydujący wpływ na dzisiejsze tendencje separatystyczne, o których wspomniałem na początku.

Coraz więcej mówi się o sprowadzaniu robocizny z powrotem do krajów, w których powstaje projekt produktu. Obawiam się jednak, że taki kierunek przekształcania światowego rynku pracy musi zająć co najmniej dziesięciolecia. W przeciwnym razie, gwałtowne wycofanie zleceń z państw taniej siły roboczej spowoduje duży spadek zatrudnienia w tych krajach. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są nie do przewidzenia. Szczególnie wtedy, gdy nieszczęściem bezrobocia zostaną dotknięte, nie setki, nie tysiące, ale miliony ludzi.

Mam nadzieję, że przywódcy państw zachodnich, rozważający taki kurs, wiedzą co robią.

PS.
Wydaje się, że Szwecja, dostrzegając problemy na światowym rynku pracy i wprowadzając zachęty finansowe dla swoich obywateli, którzy wybierają naprawę nad wymianę na nowe, jest na dobrej drodze do nowego porządku.

Komentarze | Dodaj