Dobra zmiana

17 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Przyjrzyjmy się czym jest, lub czym powinno być, tak mocno zakorzenione dziś w polskiej rzeczywistości hasło „dobra zmiana”.

By zrozumieć przesłanie, niesione przez ten zwrot, należałoby go rozłożyć na czynniki pierwsze. Zacznijmy może od analizy drugiego członu - „zmiana”. Tu właściwie nie ma co wydziwiać. Każdy, kto w miarę sprawnie posługuje się językiem polskim wie, że jeżeli coś ma być zmienione, to może być rozumiane wyłącznie tak, że od momentu wprowadzenia zmian, rzecz nie będzie już taka, jaką była przed zmianą. Oczywistość niepodlegająca ani dyskusji, ani interpretacji.

Kłopot zaczyna się w momencie próby zrozumienia pierwszego członu hasła „dobra zmiana”. Otóż, czym właściwie jest dobro?

Słownik Języka Polskiego PWN definiuje dobro jako coś, co jest oceniane jako pożyteczne, wartościowe i zgodne z nakazami etyki. U podstaw takiego rozumienia dobra stoi więc etyka, czyli dział filozofii opisujący i formułujący zasady moralne.

Zwracam uwagę na to, że definicja ta nie określa ani tego, kto ocenia, ani dla kogo dobro ma być pożyteczne, wartościowe i zgodne z nakazami etyki. Zakłada się bowiem, że taka definicja dobra powinna być akceptowana przez wszystkich ludzi z naszego kręgu kulturowego, posługujących się językiem polskim. A więc zasady moralne obowiązujące w naszym kręgu kulturowym.

Polska pretenduje do miana kraju katolickiego, zatem powinien obowiązywać tu chrześcijański system etyki. Dla świętego Augustyna, filozofa i kościelnego teologa, wszystko co istniało było dobrem, inaczej mówiąc dobro było tym, co jest, a zło tym, czego nie ma w dobru. Z pewnymi modyfikacjami, ta definicja dobra funkcjonuje w doktrynie kościoła katolickiego do dzisiaj.

Święty Tomasz z Akwinu dodał do takiego pojmowania dobra jeszcze wszystko to, co jest godne pożądania albowiem nie może być złem to, czego się pożąda.

Karol Wojtyła dołożył też swoją cegiełkę pisząc: „dobrem jest to, co wywołuje dążenie, co pobudza do działania. […] Jedynie dobro moralne doskonali człowieczeństwo, dlatego jest ono centralnym aktem natury ludzkiej, której główną energią i władzą jest rozum” i „[…] punktem wyjścia moralnie dobrego działania musi być teore­tycznie prawdziwy pogląd na rzeczywistość […]”.

Wielu filozofów świeckich też formułowało systemy etyczne, w których definiowano pojęcie dobra. Pominę je tutaj, by nie wprowadzać większego zamętu w tok rozumowania nad znaczeniem „dobrej zmiany”, będącej przedmiotem tych rozważań. Zwrócę jednak uwagę na definicję dobra opracowaną przez Nietzschego, który uważał, iż dobro jest wartością względną i subiektywną. Jest to relatywizm moralny odbiegający od katolickiego pojęcia moralności. Co więcej, rozwinięty przez marksistów system relatywnych zasad moralnych uzależniał pojęcie dobra od moralności grupy społecznej formułującej oceny zła i dobra. Tak więc, co jest etyczne, a co za tym idzie dobre, zależało od tego, kto ocenia zaistniałą sytuację, w jakim czasie i w jakich okolicznościach. Takie rozumienie dobra w haśle „dobra zmiana” pasuje mi bardzo do tego, co dzieje się właśnie w Polsce.

Podsumowując, należałoby powtórzyć oczywistą oczywistość: posunięcia realizowane w ramach „dobrej zmiany” doprowadzą przede wszystkim do tego, że nie będzie już tak, jak przed zmianami.

Logicznym wydawałoby się przyjęcie założenia, iż w relacji do stanu państwa, zmianom na lepsze winny podlegać uwarunkowania niedobre dla kraju. Czy to, co się dzieje w ostatnim czasie w Polsce jest dobre dla kondycji polskiej państwowości? Myślę, że kwestia zawarta w tym pytaniu jest wysoce dyskusyjna.

Dobro, jako cel dążenia kogoś, kto nie do końca potrafi prawidłowo ocenić wszystkie aspekty rzeczywistości, w jakiej funkcjonuje kraj, nie jest wartością, którą można stosować w odniesieniu do całego państwa.

„Dobra zmiana”, będzie miała więc charakter pozytywny jedynie dla środowiska wprowadzającego zmiany. Zresztą nawet tego nie jestem pewien. Mam bowiem duże wątpliwości czy całościowa ocena polskiej rzeczywistości, zarówno tej dzisiejszej, jak i tej, która będzie konsekwencją „dobrej zmiany” za lat dziesięć czy dwadzieścia, i będąca podstawą do zmian wprowadzanych dziś w Polsce, jest dokonywana na bazie faktów, logiki i chrześcijańskiej moralności.

Jakie więc przesłanie kryje się pod wyborczym hasłem „dobra zmiana”? Szczerze? Nie wiem.

Komentarze (2) | Dodaj

Megafotoreportaż

15 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Co się dzieje, gdy Winnipeg wychodzi, choć na chwilę, z głębokiej zmarzliny? Mieszkańcy opuszczają tłumnie domy i udają, że to wiosna! Co prawda jest styczeń i -40 najprawdopodobniej jeszcze wróci, ale takiego pogodowego wahnięcia po prostu nie można nie wykorzystać. Dmuchnęło z południa i nagle zrobiło się tylko -15. Umówiłem się więc z Mirkiem w Forks. Na kawę. Ale nic z tego nie wyszło. Oczywiście. Nigdy bym nie przypuszczał, że będzie tam aż taki tłum. Nie znalazłem Mirka, ale dzięki temu powstał megafotoreportaż pt. "Szukanie Mirka w Forks".

Komentarze | Dodaj

Window

15 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Przerwa w zajęciach

Komentarze | Dodaj

Amerykański czołg

10 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Media entuzjastycznie donoszą: "Pierwszy amerykański czołg już w Polsce!!!"

Komentarze (1) | Dodaj

Zasłona dymna?

9 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Potężny smog nad Polską: W wielu miastach normy przekroczone o kilkaset procent!

Komentarze | Dodaj

34. posiedzenie Sejmu

9 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Marszałek Sejmu zamówił mobilne urządzenia do głosowania.

Komentarze | Dodaj

Stawianie płotów cd.

8 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Rządzaca partia zaproponowała ogrodzenie Sejmu RP.

Komentarze | Dodaj

Zima 2017

7 stycznia 2017 r.

Bolesław Łucki

Zimowy wymiar globalnego ocieplenia w Winnipegu.


Tak się jedzie do Forks. KLIK

Komentarze | Dodaj

Do siego roku!!! (bis)

31 grudnia 2016 r.

Bolesław Łucki

Za trzy godziny nowy rok. Wszyscy życzą sobie szczęśliwego nowego roku. Oby 2017 rok był rzeczywiście szczęśliwszy. Wiele wskazuje jednak na to, że niestety, z tym szczęściem może nie być dokładnie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Może więc po staropolsku należałoby zawołać do siego roku czyli do następnego! A jaki on będzie? To zależy, w dużym stopniu, od nas samych. Od tego, komu damy mandat do kreowania naszej politycznej rzeczywistości i od tego, co będziemy robili na własnym podwórku. Rok 2017 nie będzie przecież taki, jakim będziemy sobie życzyli, tylko takim, jakim go sobie stworzymy. Życzmy więc sobie mądrości, logiki, rozsądku, tolerancji, empatii i wiele cierpliwości w rozwiązywaniu problemów. Do siego roku!

Komentarze (2) | Dodaj

Do siego roku!!!

29 grudnia 2016 r.

Bolesław Łucki


Pierwsza próba dźwiękowa KLIK

Stary rok zakończyłem złożeniem dwóch instrumentów.

Ukulele chodziło już za mną od pewnego czasu, ale ciągle brakowało okazji, żeby realizować takie zachcianki.

Jestem dość częstym bywalcem sklepów muzycznych, więc gdy widziałem gdzieś ukulele, to prawie zawsze lądowało ono w moich rękach. Gdy jednak instrument brzmiał ładnie, to cena była dla mnie nie do przyjęcia.

O pomyśle złożenia instrumentu z części zadecydował przypadek. Gdy po wielu latach, w końcu zdecydowałem się na zakupy w sieci, do czego przekonał mnie mój syn, zupełnie przypadkiem „odkryłem”, że amazon.com sprzedaje ukulele w częściach. Oferta brzmiała obiecująco. Instrument miał być wysokiej klasy i cena nie była aż taka, żeby się długo zastanawiać. Części instrumentu wymagały obróbki i wykończenia, ale ponieważ mam trochę doświadczenia w remontowaniu instrumentów, więc zamówiłem.

Po kilkunastu dniach dostałem paczkę z Chin. Okazało się jednak, że rzeczywistość nie do końca odpowiadała opisowi instrumentu na stronie amazon.com.

Dobre instrumenty nie mają części z tworzyw sztucznych, a w paczce, którą dostałem, siodełko i strunnik były odlane z białego plastiku udającego kość. W opisie instrumentu było wyraźnie napisane, że siodełko i strunnik są z krowiej kości. Są to istotne elementy instrumentu, od których zależy jego brzmienie, więc postanowiłem nie odpuszczać.

W komentarzach na stronie Amazon dałem upust swojemu rozczarowaniu i po kilku dniach dostałem e-mail z Chin. Ktoś, pewnie jakiś manager, wyjaśniał łamaną angielszczyzną, że to był błąd pakowacza i że brakujące elementy, tym razem z chińskiego woła, będą do mnie wkrótce dosłane. Po kilku następnych dniach, rzeczywiście dosłano, ale nie brakujące części, tylko cały instrument z siodełkiem i strunnikiem z … plastiku. Miałem więc dwa instrumenty bez strunników i siodełek, i do wyboru albo dalej drążyć ten temat z Chinami, albo pogodzić się z losem i zaakceptować fakt posiadania dwóch trochę gorszych ukulele za cenę jednego dobrego.

Wybrałem wariant drugi z bardzo prostego powodu. W końcu z bulionu, który robię co dwa, trzy tygodnie, zostają zawsze dwie wołowe kości, a z nich można wyciąć co się komu żywnie podoba. Tak więc zrobiłem i mam dwa całkiem niezłe instrumenty, z którymi wkroczę w nowy, 2017 rok.

Do siego roku!!!

Komentarze | Dodaj